Ubieranie choinki – mój ulubiony element świąt Bożego Narodzenia. Po dziś dzień pamiętam, jak z rodzicami i bratem ubierałam drzewko. Najzabawniejsze jest umieszczenie świerku w przeznaczonym do tego stojaku. Tata zawsze przeszukuje cały strych, co zajmuje mu masę czasu. Drugie tyle trwa przymocowywanie i przycina drzewka. Nie obywa się też bez obelg kierowanych do igieł sosny, czy co to tam jest. Po prostu choinki. Nie znam się na drzewach. Kolejnym punktem na liście jest znalezienie pudła z bombkami i oddzielenie potłuczonych od tych całych. Zaraz potem wraz z Maćkiem rzucamy się z bombkami na te igły. Tato nas jednak zatrzymuje, bo musi zawiesić lampki. Zanim uda mu się je rozplątać zdążymy wraz z mamą upiec coś słodkiego. By nie dokuczać tacie, który i tak dostaje białej gorączki na widok poplątanych kabli i lampek, uciekamy do kuchni, gdzie mama coś knuje wpatrując się w książkę kucharską. Myśli o ciastach takich jak makowiec, tarta, murzynek. Nawet i chciała upiec ciasto, co się katarzynka zwie, co mi się nie podobało. Nie chcę, by mnie jedli. I tak kończy się na jabłeczniku. Gdy z pokoju dobiega nas okrzyk tryumfu taty, już wiemy że możemy brać się za najlepszy element – wieszanie bombek! Z Maćkiem kłócimy się, kto co gdzie powiesi. W końcu dochodzimy do zgody i dokonujemy dzieła. Ostatecznie obwieszona ozdobami choinka zostaje ukoronowana szpicem. Wygląda przepięknie (ale do czasu, aż się nie przewróci).
tata - Jakie kupujemy drzewko?
ja - Choinkę
tata - Ale jaką?
ja - No świąteczną!
I tak co roku =3=
Bo w końcu z choinki najlepiej smakują.
U nas zwykle brat wieszał bombki i lampki - tata spał X3