Nasz Dziennik
część pierwsza
Oczami Kate
Obudziłam się dzisiaj dość wcześnie. Od piątej nad ranem nie mogłam spać. Leżenie w łóżku uznałam za nudne i męczące, więc zaczęłam szukać swojego PSP w torbie, by umilić sobie czas wyczekiwania na śniadanie i rozpoczęcia szykowania się do szkoły. Jednak moje poszukiwania okazały się bezowocne. Wtedy do mnie dotarło, że prawdopodobnie zostawiłam mój skarb u Nathana. Wczoraj spędziłam u niego praktycznie całe popołudnie (i pokonałam w Tekkena!), PSP na pewno miałam w torbie i tylko raz je wyjmowałam, kiedy czekałam, aż on łaskawie przyniesie mi coś do picia. Po powrocie do domu ani razu PSP nie ruszałam, więc na pewno gdybym miała je ze sobą, byłoby w torbie. Zamiast niego wygrzebałam komórkę, wyszukałam piromana w kontaktach i wybrałam opcję „połącz”.
- Kimkolwiek jesteś i czegokolwiek chcesz – spadaj. Jest piąta. Śpię teraz - powiedział ospale po odebraniu mojego telefonu.
- Kate z tej strony – burknęłam. - Masz moje PSP.
- O, Kate! – wyraźnie się ożywił. - Stęskniłaś się za mną przez noc? Brakowało ci mnie? - rzucił ironicznie.
- Masz moje PSP, kretynie. Chcę je odzyskać.
- Jasne – jest to tylko pretekst by do mnie zadzwonić i usłyszeć mój głos. Byłaś tak stęskniona, że nie mogłaś wytrzymać, by o piątej nad ranem wydzwaniać do mnie.
- Ciesz się, że twarzą w twarz z tobą nie rozmawiam, bo gdyby tak było, to zaraz byś doświadczył kontaktu mojej pięści z twoją gębą – warknęłam. - Szukaj mojej konsoli, bo u mnie jej nie ma.
- Więc czemu miałaby być u mnie?
- Ostatni raz grałam na niej u ciebie w pokoju. Szukaj! Już!
- Dobra dobra. Ale chcę coś w zamian.
- Nic nie dostaniesz.
- To konsoli nie będzie.
Podziałało to na mnie bardziej jak groźba śmierci.
- To czego chcesz?
- W szkole ci powiem, jak będę ci oddawać twój skarb.
- Dopiero w szkole?! - oburzyłam się.
- A co ty sobie myślałaś? Że o piątej rano będę iść do twojego domu, by oddać ci durne elektroniczne urządzenie?
- Ja chcę grać teraz.
- Pogięło cię.
- Ciebie raczej! To co ja mam robić?
- Pograj na innej konsoli. Przecież masz jakiegoś Pegazusa...
- To na strychu.
- I X-Boxa.
- On jest w salonie.
- To czemu się tam nie wyniesiesz?
- Nie mam zamiaru wychodzić z łóżka.
- Ja tym bardziej.
- Zresztą ten X-Box jest popsuty. Dzisiaj mam go oddać do naprawy.
- Ech... Skoro nie masz zamiaru grań na konsolach innych jak to PSP to poczytaj coś.
- Co?! Mam czytać?
- Tak.
- Nie chcę. Chcę PSP.
- Teraz na pewno go nie dostaniesz.
- Masz mi je oddać!
- Jak? Kiedy nawet nie wiem, czy ono w ogóle u mnie jest?
- Jak to nie wiesz?! MASZ GO POSZUKAĆ!
- Uspokój się. Potem ro zrobię.
- TERAZ! - wrzasnęłam do słuchawki.
- Teraz będę spać. Miłych snów, kochanie – zaśmiał się i rozłączył.
Rzuciłam komórkę na kołdrę i siedziałam naburmuszona na łóżku. Gdybym tylko mogła to bym go trzepnęła. Niestety nie mogę, bo on jest cholernie daleko ode mnie, nie chce mi oddać PSP i nazwał mnie... Jeśli sama nie skonam z nudy przez ten czas przed szkołą to go zamorduję!
Leżałam zatem. Ale czas mi się dłużył niemiłosiernie. Przy okazji zgłodniałam. W akcie desperacji wyszłam z łóżka i udałam się do kuchni znaleźć coś do jedzenia. Jak zawsze nie było niczego, tylko bułki, sałatka i makrela w pomidorach. Umrę, nie dość, że z nudy, to jeszcze z głodu. Postawiłam wodę na herbatę i nałożyłam trochę sałatki na talerz. Skoro muszę to zjem chociaż ją.
Kiedy tak sobie jadłam jeszcze ospali rodzice zjawili się w kuchni. Zdziwił ich ten widok. Nigdy wcześniej o tej godzinie nie byłam na nogach. Dołączyli do mnie i też zaczęli jeść.
Po śniadaniu zaczęłam się szykować. Założyłam najulubieńsze ciuchy i uczesałam włosy. Ale po przejrzeniu się w lustrze uznałam, że wyglądam strasznie. Dopiero jak się wychochrałam wyglądałam znacznie lepiej. Ciągle miałam dużo czasu. Aż za dużo. Ale nie chciałam już gnić w domu, więc zabrałam kurtkę oraz torbę wypakowaną po brzegi książkami i wyszłam. Postanowiłam, że jeszcze coś załatwię w drodze do szkoły.
Oczami Nathana
Byłem właśnie zajęty szukaniem zapalniczki pod łóżkiem, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Jak je otworzyłem ujrzałem w nich Kate.
- Nie możesz żyć beze mnie – rzuciłem z uśmiechem spoglądając na nią. Ale czy nie mam racji? Jak wcześnie ona przychodzi do mnie. Wszystko z tęsknoty.
- PSP – burknęła patrząc na mnie z ukosa.
- Nie mam go. Na pewno dobrze przeszukałaś tą torbę?
Nie otrzymałem odpowiedzi. Zamiast tego odepchnęła mnie na bok i wparowała do mojego pokoju. Przewróciła moje łóżko do góry nogami i przeszukiwała biurko.
- Gdzie je masz? - warknęła niezadowolona.
- Już ci mówiłem – u mnie go nie ma- odparłem zakładając koszulę.
A ona wtedy wlazła pod łóżko. Rozśmieszyła mnie ta cala sytuacja. Zaczęła spod niego wyrzucać jakieś ołówki, puste pudełka po zapałkach. Znalazła nawet zapalniczkę, której szukałem.
- Znalazłam! - krzyknęła wyraźnie ucieszona.
- Na serio? - nie mogłem w to uwierzyć.
Kate szybko wypakowała się spod łóżka z PSP w ręku. Cieszyła się niemiłosiernie.
- Debil – burknęła przyciskając konsolę do siebie.
- Niby czemu?
- Bo miałeś to PSP, a nie chciałeś mi go oddać.
- Nie wiedziałem, że ono tam jest.
Rzuciła tylko na mnie groźne spojrzenie, jakby zaraz chciała mnie zabić.
- Idziemy po resztę.
- Daj mi jeszcze pięć minut. Nie jestem gotowy.
- Mam to w nosie. Chodź!
I chwyciła mnie za kołnierz koszuli i pociągnęła za sobą. Pozwoliła mi jedynie zabrać plecak. Do czego to dochodzi? Żeby to jeszcze dziewczyna wyrzucała mnie z własnego domu...
Oczami Sam
Nienawidzę, jak ktoś przerywa mi śniadanie, jednak zdarza się to wyjątkowo często. Moja przyjaciółka i mój drogi kuzyn wpakowali do mojego mieszkania robiąc niewyobrażalny hałas.
- Czy nie mogę zjeść w spokoju?!
- Jak zjesz w spokoju to znowu utyjesz – Nathan zaczął rechotać.
Wkurzyłam się jak jasna cholera. Miałam go uderzyć, gdy Kate mi przeszkodziła.
- Masz kanapki z ogórkiem – powiedziała z fascynacją wgapiając się w talerz z moim śniadaniem
- Jeśli chcesz to możesz jedną wziąć.
- A ja mogę? - zapytał mój zakochany w piromanii kuzyn.
- Ty zdychaj z głodu – wycedziłam, po czym wzięłam kubek z herbatą.
Kate rozbawił ten tekst. Nie mogła opanować śmiechu. A jak zaczęła się śmiać to opluła kanapkami moją sukienkę.
- Co ty wyrabiasz?! - wrzasnęłam zrywając się na równe nogi.
Ona nie była w stanie powiedzieć ani słowa. Tylko się popłakała. Ja zdenerwowałam się jeszcze bardziej. Czy ta dwójka musi truć mi życie już z samego rana? Poszłam do pokoju się przebrać. Kiedy zmieniałam sukienkę na moją starą zielono-żółtą koszulę i spódnicę z kuchni dobiegły krzyki. Pobiegłam tam czym prędzej – jeszcze mi dom zniszczą. Jak się okazało Nathan zabrał Kate ostatnią kanapkę.
- To było moje! - darła się.
- Coś mi się należy za tak wczesne wywalenie mnie z domu. Niczego nie zjadłem – powiedział wpychając do ust kanapkę.
- Durnie! Zeżarliście moje śniadanie! - krzyknęłam wściekła podnosząc ręce do góry.
- Przynajmniej nie przytyjesz. Dobrze, że siebie nie widzisz – w tych ciuchach wyglądasz grubo – odparł.
Przegiął. Rzuciłam się na niego, chwyciłam za szyję i zaczęłam szarpać. Ten wypluł to co miał w ustach, znowu na mnie.
Kate tak się śmiała, że zaczęła się dusić i wpadła pod stół. Ja ponownie wróciłam do pokoju by się przebrać. Za to Nathan uwolniony z uścisku kaszlał i łapał oddech. Po czym wlazł pod stół, pod którym Kate chyba się udusiła ze śmiechu.
Oczami Kurta
Miałem wspaniały sen... Szkoda, że tylko sen. I szkoda, że został on przerwany przed pocałunkiem z Kate. Moja miłość, Sam i Nathan z hukiem znaleźli się w moim pokoju. Nathan rzucił się na moje łóżko z krzykiem.
- Jak tam księżniczko? Przyśnił ci się książę na białym koniu? - śmiał się skacząc po łóżku. - Całowałaś się z nim skoro tak kleiłaś się do tej poduszki?
- Połamiesz je! Połamiesz! - wykrzykiwałem próbując uspokoić tego wariata.
- Uspokój się! - do uspokajania tej bestii dołączyła też Sam. Kate za to przypatrywała się temu wszystkiemu i chichotała. Poczerwieniałem ze wstydu jak doszło do mnie, że ciągle jestem w piżamie, a ona to wszystko widzi.
- Proszę, idźcie stąd na chwilę.
- Niby czemu mamy iść? Fajnie tu! - rzucił piroman przenosząc się na fotel od mojego biurka. Teraz skakał po nim.
Kate się śmiała, a Sam starała się odciągnąć Nathana od fotela. Zamknąłem na chwilę oczy, po czym usłyszałem huk i jęki. Wyszło na to, że ten debil rozwalił fotel. Teraz siedział na jego szczątkach i jęczał. Sam nie mogła powstrzymać chichotania po czym dołączyła do Kate, która ze śmiechu się zwijała i płakała.
- Z czego wy się tak śmiejecie? - jęknął piroman podnosząc się na nogi i trzymając się za obolały zad.
- Idźcie już – powiedziałem cicho starając się powstrzymać łzy. Rozwalili moje kochane krzesło. Jak mam po nim nie płakać?
W końcu wynieśli się z mojego pokoju i mogłem w spokoju się naszykować. Robiłem to jednak bardzo szybko. Gdy byłem ubrany i uczesany dołączyłem do nich i poszliśmy po Metalową.
- Musimy iść dziś po nią? - zapytałem. Boję się tej dziewczyny. To diabeł, nie dziewczyna!
- Tak, musimy – odparła Kate.
- Z wielką chęcią dowiemy się, jakie demoniczne orgie odprawiała tej nocy – Nathan uśmiechnął się ironicznie.
- Wolę nie wiedzieć – odparłem.
- E, panienka jesteś, więc nie ma co się dziwić, że tchórzysz – rzucił ironicznie.
Starałem się powstrzymać gniew, jednak byłem naprawdę wkurzony.
Oczami Metalowej
Kretyn, pedał, lalcia i krawaciara przyszli po mnie, bym towarzyszyła im w drodze do szkoły. Nie zaskoczyli mnie, bo już czekałam na nich na schodach,
- Jak tam nic spędzona na odprawianiu czarnej mszy? - zapytał Nathan.
- Uważaj, bo zaraz skończysz w piekle! - warknęłam wstając ze schodów i chwytając go za kołnierz.
- Ja jestem grzeczny, pójdę do nieba, za to ty odwiedzisz piekło – powiedział.
Spojrzałam tylko na niego groźnie, po czym go puściłam. Starałam się tym razem pohamować chęci zabicia go.
- Idziemy po drodze po Glaniarza? - zapytała Kate.
- Dalej jest chory, więc nie.
- A co on znowu złapał, że choruje drugi tydzień? - zapytał Kurt.
- Grypę.
- Najwidoczniej za mało kotów twój przyjaciel składał w ofierze szatanowi – odparł ten cholerny piroman.
Wtedy nie wytrzymałam i zasadziłam mu z glana kopa w piszczel. Aż skulił się z bólu, co, bądźmy szczerzy, sprawiło mi sporą satysfakcję. Należało mu się.
- Idziemy już? Nie mam zamiaru spóźnić się na biologię. Nie chcę też, by Pomidorówka urwała mi głowę – pogoniła nas Sam widocznie podzielająca moje odczucia co do cierpień piromana. A ja dopiero teraz zauważyłam, że ma na sobie inne ciuchy. Dziwnie wygląda w tej żółtej sukience. Bardzo dziwnie. Lepiej byłoby jej w czarnej.
I tak całą piątką poszliśmy do szkoły robiąc po drodze niewyobrażalny szum.
Wiesz co, aż ci skomentuję x.x
Fajne to to o.o *nie lubi komentować czyiś opowiadań więc może czuć sie zaszczycona |D*
Wprost uwielbiam Nathana w tym dzienniku, przypomina mi trochę Hunter'a z mojej książki XD minus piromania i wygląd - z charakteru są podobni