Nasz Dziennik
część dziewiąta
Oczami Glaniarza
- Dziewczyno, jest siódma rano. Daj mi spać.
Stałem w otwartych na oścież drzwiach. Do domu wlatywało chłodne powietrze. Na dworze padał drobny deszczyk.
- Nie odzwyczajaj się od wczesnego wstawania.
Przede mną, po drugiej stronie drzwi, stała Metalowa. Lekko dygotała z zimna.
- Wpuścisz mnie wreszcie? - warknęła. Ale nie poczekała na odpowiedź. Odepchnęła mnie na bok i skierowała się prosto do mojego pokoju i rzuciła się na łóżko. Ja poszedłem za nią i usiadłem na krześle od biurka,
- Ile jeszcze masz zamiar chorować? - zapytała.
- W przyszłym tygodniu wrócę do szkoły – pociągnąłem nosem. - A w sumie powinienem. Przez ciebie i to stanie w drzwiach na bank się przewietrzyłem i choroba nadal będzie mnie trzymać – zakaszlałem.
- Masz wrócić do szkoły jak najszybciej.
- Tęsknisz za mną?
Wybuchła wtedy psychopatycznym śmiechem, ale normalnym w jej wypadku. U niej śmiech a'la psychopata to nic nadzwyczajnego. Zawsze tak się śmieje. Jednak ten był podwójnie psychopatyczny, czyli psychopatyczny u niej.
- Nie ma ciebie, więc muszę pracować z Różową w parze na lekcjach! - śmiała się. - Z RÓŻOWĄ! Z SUE! Ta gnida mnie doprowadza do szału! Więc wracaj do tej szkoły, do jasnej ciasnej, bo nie wytrzymam z tą małpą dłużej!
- M, proszę, nie przesadzaj.
Na te słowa wybuchła jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Od dwóch tygodni co lekcję, na której mamy pracować w parach, ta mi dogryza, wymądrza się i w ogóle zgrywa skończoną idiotkę. A ja muszę się z nią dogadywać, by coś nam wyszło z naszej rzekomo wspólnej pracy. I tak ja odwalam całą harówkę, kiedy ta ogląda paznokietki. JA HARUJĘ! Nadal przesadzam twoim zdaniem?!
Przestraszyłem się jej wtedy.
- Prędzej bym się zastrzeliła, niżbym miała dalej z nią pracować na niemieckim! - dodała.
- Gdyby to ode mnie zależało, to bym nie był chory, a ty nie musiałabyś się użerać z Sue. Nie pakuj sobie kulki w łeb. W przyszłym tygodniu na pewno wrócę do szkoły.
- O nie, ja z tą gnidą nie wytrzymam ani jednego dnia dłużej. Chętnie bym ją rozszarpała, ale nie mogę tego zrobić.
- To nie idź do szkoły. Posiedzisz u mnie.
- Abym się od ciebie zaraziła? Przykro mi, ale nie mam zamiaru chorować.
- Zwiej na wagary.
- Już byłam. Pomidorówa teraz nie daje żyć ani mi, ani reszcie. Nie mam szans na zwianie, bo ta baba zaraz narobi szumu większego niż zwykle.
- To życzę powodzenia w użeraniu się z Sue.
- Przyda się – odparła już spokojnie. - A, i bierz ćwiczenia do matematyki i nadrabiaj te zaległości – wyjęła zeszyt ćwiczeń ze wspomnianego przedmiotu i rzuciła do mnie, po czym zniknęła z pokoju niczym zjawa.
Co jak co, ale ona mnie mimo wszystko przeraża.
Oczami Kurta
Ten dzień od rana jest jakiś pokręcony. Nathan bezustannie biega za Kate, składa przed nią ręce jakby o coś błagał. Ta go ignoruje i z groźną miną chodzi z PSP w rękach i gra w jakieś krwawe gry, bo ekran konsoli co chwila staje się krwawoczerwony. Z łazienki dziewczyn dobiegały jakieś wrzaski i łomoty, po czym Metalowa wyszła z niej ściskając w dłoni pukiel rudych włosów. I w dodatku każdemu, kto waży się jej podskoczyć, grozi, że delikwent zaraz skończy w takim stanie, że go matka nie pozna, rzecz jasna po zwłokach. Sam non-stop się do mnie klei i próbuje mnie namówić na wypad do pizzerii, we dwoje, bez żadnych wariatów. Pomidorówkę Fąfel uderzył drzwiami w twarz, a ona sama zapomniała okularów, co w połączeniu z czymś a'la wstrząs mózgu po oberwaniu poskutkowało obijaniem się o wszystkie ściany i ławki w szkole, bo nauczycielka niczego nie widzi. Było to nad wyraz komiczne, jednak ja najbardziej skupiałem się na Nathanie i Kate. Bezskuteczne starania Nathana i złość krawaciary na niego sprawiały mi swego rodzaju satysfakcję. Poczułem nawet nadzieję, że ten jest już na straconej pozycji, a teraz ja będę miał spore szanse na zdobycie serca Katie. W sumie nawet większe jak spore. Wręcz pewne. Na polu walki już żaden konkurent nie zostanie. Przynajmniej na to się nie zapowiada.
Na mojej twarzy zawitał złowieszczy uśmieszek. Wszystko układało się po mojej myśli. Byłem zbyt przejęty radością z tego powodu, by zauważyć Sam, która cały czas coś do mnie mówiła i szarpała mnie za rękę.
- Słuchasz mnie w ogóle?! - wrzasnęła mi do ucha.
- Co?! Gdzie?! Kiedy?! Placki?! - wrzeszczałem. Czułem się jak wytrącony z transu.
- Widać, że nie wiesz o czym do ciebie mówię – powiedziała opierając dłonie na biodrach.
- Wiem – odparłem.
- To o czym mówiłam? - zapytała.
Zbaraniałem.
- Eeeeeeeee – wydusiłem.
- Wcale nie, bo mówiłam o „aaaaaaaaaa”.
Spojrzała wtedy na mnie groźniej niż przedtem. Ja cofnąłem się lekko i przygotowywałem do ucieczki, gdyby zaszła taka potrzeba.
Nagle Metalowa podbiegła do nad z krzykiem:
- Nie mamy biologii! Nie mamy biologii! Pomidorówa obiła sobie łeb i wróciła do domu!
- A tobie co się stało? - spytała Sam na informatyce.
- Nic – bąknąłem patrząc na Kate, która leżała plackiem na biurku pozbawiona jakiegokolwiek zainteresowania wykładem Fąfla na temat języków programowania.
- Wyglądasz jak chmura burzowa.
- E tam...
- Nie rozmawiajcie! - upomniał nas Fąfel.
- Przepraszamy -odparłem.
- Proszę pana! - zawołała Katie.
- O co chodzi? - zapytał.
Wtedy dziewczyna zaczęła coś do niego mówić w dziwnym języku informatycznym. Posługiwała się określeniami nie z tego świata (kocham to w niej). Fąfel strzelił w tym momencie minę a'la „Co ty wygadujesz?!”. Starał się mimo to zachować pozory rozumiejącego wszystko geniusza. Tak szczerze, to wychodziło mu to nijak. Przypominał bardziej idiotę udającego mądrego, niż mądrego co jest mądry.
Chrząknął nieznacznie, włożył ręce do kieszeni i odparł zrezygnowany:
- Dojdziemy do tego za kilka lekcji.
- Ta informatyka jest do bani – fuknęła Kate, gdy lekcja z Fąflem dobiegła końca.
- E tam, przynajmniej nie musisz nic robić, tylko sobie siedzisz przy komputerze i robisz co chcesz – odparł Nathan, który szedł koło niej.
- Ale to jest nudne. Fąfel mógłby czegoś pouczyć, a nie...
- Popieram! - wtrąciłem się.
- Czego pouczyć? Ja do tej pory nie ogarniam algorytmów – rzuciła Sam. - Je przerabialiśmy normalnie. Dla ciebie to łatwizna, dla mnie nie. Jak ja mam twoim zdaniem robić systemy operacyjne, skoro ledwie umiem obsługiwać edytory tekstu.
- Ja się nudzę na tej informatyce. Wszystko umiem i niczego z niej nie wynoszę – jęczała krawaciara. - Na serio muszę na nią chodzić?
- Też nie chcesz chodzić na wf, ale nie umiesz grać w siatkówkę – warknęła Samantha.
- Siatkówka to chłam.
- Nieprawda. To najfajniejszy sport na świecie.
- Tak, jasne. Wszyscy ją uwielbiają, tylko nie ja. Z tego też powodu co wf wszyscy muszą się na mnie drzeć, że nie mogę odbić tej dziadowskiej piłki. Nienawidzę jej.
- Przesadzasz.
- Tak, przesadzam. W podstawówce dostałam piłką w twarz i chodziłam z sinym policzkiem i bez jednego zęba. Przykro mi, ale ja nie chcę stracić kolejnych zębów, tym razem stałych i znowu mieć twarzy w dziwnych odcieniach fioletu. Nie cierpię tej głupiej siatkówki. Mam fobię.
- Nie martw się, jesteś za to św... - chciałem ją pocieszyć i pochwalić jej inne zdolności, ale Nathan zatkał mi usta.
- Wymiatasz w Tekkena, hakujesz nauczycielskie komputery i potrafisz dokonać tego, czego inne dziewczyny nie umieją – dokończył za mnie Nathan. - Jesteś jedyna w swoim rodzaju, drugiej takiej na świecie nie ma i myślę, że jestem szczęściarzem mogąc stać u Twojego boku.
W duszy wrzasnąłem żałośnie, bo nie mogłem tego zrobić naprawdę, a to przez zatkane usta.
- Nina Williams, którą podziwiasz, mimo iż jest fikcyjną postacią, ci nie dorównuje – kontynuował. - Jesteś od niej o niebo lepsza. Tak samo od Lary Croft i innych bohaterek gier komputerowych, które są twoimi autorytetami. Twórcy gier powinni wzorować na tobie swoje postaci, bo żadna inna dziewczyna nie jest tak genialna, tak piękna, tak wyjątkowa i niesamowita. Siatkówka nie jest ciebie warta.
Zawyłem przez zatkane usta. Kate patrzyła na piromana z niedowierzaniem i czymś na kształt zafascynowania jego przemową. Sam zresztą też nie mogła dać wiary temu, co słyszała przed chwilą.
- Ja idę do łazienki – odparła Kate, po czym w pośpiechu skierowała się w stronę toalet. Przez przypadek weszła do męskiej, po czym wyleciała z niej speszona i zniknęła w drzwiach tej właściwej.
Nathan spojrzał na mnie zadowolony z siebie.
- I tak z góry byłeś bez szans – powiedział i pochylił się w moją stronę. - Bądźmy szczerzy, Kate jest orientacji hetero i woli chłopaków.