Nasz Dziennik
część siódma
Oczami Sam
W nocy źle mi się spało. Ale nic dziwnego, skoro Kate gdzieś w środku nocy zadzwoniła do mnie.
- Czego ty chcesz? - syknęłam do słuchawki, gdy odebrałam.
- Pogadać, tak po prostu – odpowiedziała.
- Zrobimy to w dzień, dobra. Teraz śpię.
- Ale właśnie w tym momencie potrzebna jest mi rozmowa z tobą – zatrzymywała mnie.
Byłam na nią zła za to, że przerwała mi sen. Miałam ochotę czym prędzej się rozłączyć, jednak sumienie nie pozwoliło mi na to. Czułam, że muszę jej pomóc wysłuchując jej narzekań.
- Coś w „Drakan” poszło ci nie tak, mam rację? - zapytałam.
- Nie, akurat nie. Z „Drakan” całkiem dobrze sobie radzę, tylko zbroję mam na wyczerpaniu...
- To z czym problem? Z „Battlefieldem”?
- Też nie.
- „Tekkenem”?
- Nie.
- Sim ci właśnie zdechł?
- Nie, nie, nie, Nina trzyma się dobrze. Tylko nie ja.
- To powiedz mi w końcu, co cię gryzie i daj mi spać.
Westchnęła.
- Mój świat to ostatnio tylko jedno... - zaczęła się zwierzać. - Nie mogę przestać o tym wszystkim myśleć, kiedy wszystkie te komplikacje się pojawiły. Jest mi naprawdę przykro z tego powodu...
Ścięło mnie.
- I...? - byłam diabelnie ciekawa, co dalej powie.
- Naprawdę mi na nim zależy... - kontynuowała.
Na nim... Czyli na Nathanie! Tak! Tak! Miałam rację! Kocha go, kocha go!
- Jak bardzo? - zapytałam.
- Oddałabym za niego wszystko. No prawie. Konsoli tylko nie.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Aż tak.
- Kochasz go? - dopytywałam się.
- Tak... - wydusiła.
Mnie ponosiły emocje. Miłość kwitnie na moich oczach! Boże, Boże, Boże! Jeszcze trochę, a będę druhną na ślubie mojej przyjaciółki, będę ciotką jej dzieci. A wtedy Kurt się odkocha w Kate, a zakocha we mnie. Tak! Tak! Tak! Genialnie się to wszystko układa! GENIALNIE!
Cieszyłam się tak, że zaczęłam skakać po łóżku.
- Jak bardzo? - upewniałam się.
- Chyba najbardziej na świecie – mówiła.
Mało brakowało, a zaczęłabym piszczeć.
- I kochasz go tak bardzo, że ostatnie wydarzenia doprowadzają cię do rozpaczy?
- Zgadza się. To jest dla mnie coś... No strasznego. Kiedy to wszystko się stało myślałam, że się popłaczę. A ja prawie nigdy nie płaczę...
Targały mną coraz większe emocje. Boże, Kate się zakochała w Nathanie po uszy.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze – starałam się ją pocieszyć.
- Wiem... Muszę tylko poczekać...
- Bądź cierpliwa, a wszystko się samo ułoży.
- Ale ja nie chcę czekać... To dla mnie za dużo.
- Na pewno nie.
Zamilkła na chwilę.
- Wiesz, masz rację – powiedziała. - Do marca jest niedaleko, a ja tego „Tomb Raidera” dostanę na urodziny za darmo. Zatem to że przełożyli premierę z jesieni na wiosnę nie jest niczym złym. Dziękuję! - wyraźnie się ucieszyła i natychmiast rozłączyła.
Ale wtedy ja przestałam się cieszyć. Odłożyłam komórkę i położyłam się z powrotem. Już nie wiedziałam co mam myśleć.
- Co mają znaczyć te ucieczki?! - Pomidorówka wydzierała się na nas. Gdy tylko przyszliśmy do szkoły dorwała nas i zaczęła na nas krzyczeć.
Nie wiedzieliśmy, co powiedzieć. Wszyscy bali się oddychać, a co dopiero odezwać.
- Wszyscy macie nagany i obniżone zachowanie! - wrzasnęła waląc dziennikiem w biurko, po czym wyszła z klasy trzaskając drzwiami.
- To przez nich – powiedziałam głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji zaraz po jej wyjściu.
Za to oni milczeli i ciężko dyszeli. Tylko Metalowa siedziała ze skrzyżowanymi rękoma i ze złością. Popatrzyła na każdego po kolei i rzuciła:
- Cykory. Boicie się zwykłej staruszki.
- Ona nie jest zwykłą staruszką. Ona jest wysłanniczką twojego przyjaciela z piekła – wtrącił Nathan.
Metalowa chciała go za ten tekst trzepnąć z pięści, ale uniknął ataku pochylając się prędko. Kate patrzyła na to wszystko i chyba rozczarowała się tym, że piroman nie oberwał. Ale sama nie podniosła na niego ręki, chociaż widocznie chciała to zrobić. Kurt także obserwował ten incydent i podobnie jak Kate zawiódł się, gdy Metalowa nie trafiła Nathana w twarz. Mi było wszystko jedno. Moje wzorowe zachowanie, moje czyste konto... Wszystko przepadło przez jeden głupi wybryk.
- Odwal się, kretynie! - nagle Kate zaczęła się drzeć. Okazało się, że Nathan ją szturchnął.
- To było przypadkowe – odparł.
- Jasne. Tak samo przypadkowe było wczorajsze nazywanie mnie głupią, tak?
- Kiedy to naprawdę było przypadkowe – kłócił się z nią.
- Nie, nie było! Wiem o tym!
- Nie dajesz mi niczego wyjaśnić! - piroman podniósł głos.
- Ja ci nie daję?! Ja?! - Kate krzyczała coraz głośniej.
- Tak, ty! Bezpodstawnie mnie oskarżasz!
- Ja?!
- Tak! Jakby tego było mało obijasz mi twarz bez powodu!
- Mam powody, rozumiesz!
- Niby jakie, co?! Jakie?!
- Nazywasz mnie głupią!...
- Przypadkiem!
- Ja ci zaraz pokażę przypadek! - tym razem Kate wrzasnęła jeszcze głośniej i podniosła się stając jednocześnie nad Nathanem.
- Masz zamiar mnie uderzyć, tak?! - on także się uniósł.
- Nie do cholery! ZABIĆ!!
Każdy stał jak wryty obserwując ich kłótnię. Ich dalsza i coraz głośniejsza sprzeczka wróżyła okrutne rękoczyny, więc Metalowa czym prędzej stanęła między nimi i rozsunęła ich rękoma na boki. Wtedy wymienili tylko wrogie i gniewne spojrzenia, po czym Kate wyszła z klasy trzaskając drzwiami głośniej niż Pomidorówka.
- Coś ty narobił?! - krzyknęłam na Nathana i pobiegłam za Kate.
- Oczywiście, to wszystko to moja wina! - wrzasnął na mnie.
Kurt pobiegł w ślad za mną, a Metalowa została z piromanem.
Moja przyjaciółka siedziała na murku przed szkołą. Namiętnie stukała palcami w klawisze swojego kochanego PSP i delikatnie pochylała się na boki, a od czasu do czasu lekko podskakiwała. Bardzo wciągnęła się w jakąś grę, skoro nie siedzi spokojnie. Albo to po prostu tiki nerwowe. Podeszłam do niej, a ta wrzasnęła wciąż wgapiając się w konsolę:
- Precz, ty mendo!
Jak ona śmie?!
- Jak ty do mnie powiedziałaś?! - oburzyłam się. - Sama jesteś menda!
Wtedy ta prędko skierowała wzrok na mnie. Patrzyła jakby się właśnie wybudziła z jakiegoś snu.
- Co? - spytała jakby otępiała.
- Krzyczysz na mnie!
- Raczej ty drzesz się na mnie i nie wiem czemu – odparła.
- Bo odganiałaś mnie i nazwałaś mendą!
Wtedy spojrzała na mnie jak na wariatkę i pokazała mi spauzowaną grę.
- Darłam się na wilka z „Tomb Raidera” - rzuciła. - nie na ciebie.
Zrobiło mi się wtedy strasznie głupio.
- Przepraszam – wydusiłam bez zastanowienia.
- Nie szkodzi – odparła.
Nagle nastroszyła się jak kot na widok psa. Skierowałam wzrok w tą samą stronę, w którą ona patrzyła. Nathan niechętnie szedł w naszą stronę. Gdy tylko zwalniał kroku, Metalowa pokrzykiwała na niego. To z jej rozkazu piroman do nas przyszedł. Moja przyjaciółka bacznie obserwowała każdy jego ruch. Jakby czekała na jakieś jego potknięcie, w najlepszym wypadku wywalenie się i wybicie zębów. Ale się zawiodła się.
- Prze-pra-szam – wycedził przez zęby, gdy stanął naprzeciwko Kate.
Ona tylko popatrzyła na niego groźnie.
Wtem zadzwonił dzwonek wołający nas na lekcję.
- No już, pogódźcie się, nie chcę się spóźnić na wf. A nie zdążyłam się przebrać przez wasze cyrki. Pospieszcie się, no! - poganiałam ich.
- Ja zostaję – burknęła Kate. - Jeśli mam umierać, to tylko wtedy, gdy nie będę miała złego humoru.
- Weź już przestań! To, że nie umiesz grać w siatkówkę nie oznacza, że masz zginąć! - wrzasnęłam na Kate.
- Akurat wf to narzędzie szatana – wtrąciła Metalowa.
Pierwszy raz od początku naszej znajomości z M Nathan nie dogryzł jej z w tym momencie jakimś głupim tekstem ukazującym ją jako satanistki czy zła wcielonego.
- Jak tam chcecie, ja idę! - tupnęłam. - Kurt, idziesz ze mną! - złapałam chłopaka za koszulkę, gdy kierowałam się w stronę budynku szkoły.
- Wybacz Kate, ja też się zbieram. Dzień bez wkurzania Fąfla glanami i brakiem stroju to dzień stracony – powiedziała Metalowa wzruszając ramionami.
Nathan stał jeszcze chwilę, chyba coś mówił do Katie, jednak nie wiem co. Ta milczała i odwróciła się do piromana plecami. Wtedy postąpił jak my i także poszedł na wf. A Katie została sama.
- Nie odbiera – powiedziałam z rezygnacją i strachem.
Minęło już kilka godzin, lekcje się skończyły, a Kate nie dawała znaku życia. Nie wróciła na lekcje, a w domu jej nie było. Jej ojciec był zaskoczony, gdy staliśmy w drzwiach pytając się o jego córkę, która teoretycznie powinna być razem z nami.
- Jest na nas zła, więc to raczej oczywiste, że nie będzie odbierać naszych telefonów – warknął Nathan, który jednak z lekkim niepokojem zerkał na ekran swojej komórki.
- Dajcie jej numer – Metalowa bardziej rozkazała, niż poprosiła.
- Dobrze... - odparłam i podyktowałam jej numer d Kate.
Gdy wystukała wszystkie cyfry podniosła słuchawkę do ucha i czekała. A ja z każdą chwilą martwiłam się coraz bardziej. Co jeśli coś stało się Kate? Zaczęło mnie żreć sumienie. Mogłam się nie fochać i nie iść z zadartym nosem, ale starać się namówić przyjaciółkę, by ze mną poszła, a może nawet z nią zostać. A teraz? Gdzieś poszła, a my nie wiemy, gdzie jest. I to chyba z mojej winy.
Metalowa puściła kilka sygnałów, bezskutecznie.
Nagle dobiegł nas dzwonek którejś z komórek. Wszyscy ożywiliśmy się, a ja w szczególności.
- Odbieraj! - krzyknęłam do Kurta. To właśnie jego telefon dzwonił.
W pośpiechu wyjął urządzenie z kieszeni. Jednak gdy podniósł je na wysokość oczu wydał się wyraźnie zawiedziony. Krawaciara nie dzwoniła, było to po nim widać.
Jeszcze nigdy tak się nie martwiłam. Może gdyby nie to sumienie nie przeżywałabym tego wszystkiego tak bardzo. Spojrzałam tylko z wyrzutem na swojego kuzyna, który ciężko westchnął wpatrując się w komórkę.
Brawo.! ;D
[link]