deviant art

Deviant Login Shop
 Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
TXT, 11.6 KB
more ▶

More from ~Faliti

Featured in Groups:

Details

November 30, 2012
11.6 KB
Link
Thumb

Statistics

Comments: 46
Favourites: 16 [who?]

Views: 1,600 (2 today)
Downloads: 6 (0 today)
[x]
Nasz Dziennik
część szósta


Oczami Nathana

Bu uniknąć kłopotów uciekliśmy do mnie. Podobać mi się to nie podobało. Przecież to Kurt rozwalił łóżko Kate, więc to on powinien oberwać. Myśmy nie zawinili. Ale Kate najadła się strachu i podejrzewam, że to przez Lucy i tylko ze względu na nią pozwoliłem uciec wszystkim, nawet winowajcy. Ale konsekwencje i tak go nie ominą, choćby z mojej ręki.
Zaprosiłem ich do pokoju. Kruk wleciał na szafę, a Sam natychmiast przystanęła przy regale i z uśmiechem przyglądała się zdjęciom w ramkach. Jedną z nich, dość sporą, wzięła do rąk.
- Co tam masz? - zapytała Kate, z lekka speszona. Od naszej rozmowy w cukierni wyraźnie mnie unika i źle czuje się w moim towarzystwie, co mnie bardzo dziwi. Chociaż mi samemu teraz też ciężko cokolwiek do niej powiedzieć.
- Nasze zdjęcie klasowe z podstawówki – odparła moja kuzynka rozczulając się zarazem. - Patrz, to ja – wskazała czarnowłosą dziewczynkę w zielonej sukience w kwiatki, motylki i kokardki.
- Masz głupią kieckę – rzuciła Kate przyglądając się fotografii. Sam obraziła się na nią.
- Kurt, a to ty? - zawołałem chłopaka i przycisnąłem palec do wizerunku jakiegoś ulizanego chłoptasia w głupim sweterku.
Skinął głową.
- Wyglądasz jak pajac - „skomplementowałem”.
- Mów za siebie, brudasie! - oburzył się.
- Zachowujecie się jak sześć lat temu. Identycznie – wtrąciła Sam.
De facto. Wtedy rzeczywiście wyzywaliśmy się od pajaców i brudasów. Przede wszystkim dlatego, że Kurt był ulizany, a ja przed zdjęciem co nieco się upaprałem, rozczochrałem sobie włosy i nadpaliłem rąbek koszuli. Ale delikatnie. I przypadkowo.
- Omal się nie pobiliście – powiedziała cicho Kate szukając wzrokiem po zdjęciu.
- A co to za blondyn? - spytałem wskazując sylwetkę wspomnianego blondyna. - Jakoś nie przypominam sobie, by taki ktoś chodził z nami do klasy.
- To ja – odpowiedziała z uśmiechem Kate.
Jasna cholera! To-jest-Kate?!
- To-jesteś-ty?! - nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem i co słyszałem.
Ale w sumie nie ma co się dziwić, że się pomyliłem. Ona naprawdę na tym zdjęciu wygląda jak chłopak. Szeroka koszulka, męski krawat (ten sam, który ma dzisiaj – od lat się z nim nie rozstaje) oraz masa strupów na kolanach. Patrząc na inne dziewczyny ona jest do nich niepodobna. Tamte w sukienkach, spódniczkach, z kokardkami we włosach, a ona... Może gdyby nie związała wtedy włosów chociaż troszkę przypominałaby przedstawicielkę płci pięknej.
- No pewnie – odparła. - Rodzice nie wiedzieli wtedy o tym, że będą nas fotografować, więc mogłam spokojnie i bez afer pójść w takich ubraniach, w jakich mi dobrze.
- Ja piórkuję...
- Miałam im to wtedy powiedzieć, ale nie pozwoliłaś mi dojść do słowa – burknęła Sam. - Może choć raz wyglądałabyś normalnie.
- Wyglądałam wtedy normalnie – syknęła Katie
- Niespecjalnie. Gdybyś wyglądała normalnie to wychowawczyni nie wydarła się na ciebie za to, że nie masz galowego stroju.
- Galowe stroje to nosili Galowie. Żyjemy w XXI wieku – teraz nosi się dwudziestopierwszowieczne ubrania.
- Dwudziesto-co? Co ty za neologizmy wymyślasz?
- Bo mam chęcidło.
- Dziwna jesteś.
- I wzajemnie.
I tak przez chwilę się sprzeczały. Wróciliśmy jednak do oglądania zdjęcia. Metalowej na nim nie było, nie chodziła z nami do tej samej szkoły, a tym bardziej klasy. Ponoć była ze mną w pierwszej klasie, zanim mnie przenieśli za incydent z zapałkami. Zresztą nie wiem. Tamto zdjęcie spaliłem.
Nim się obejrzeliśmy było już konkretnie po południu. Przez ten czas zdążyliśmy się solidnie powyzywać, obeżreć czekoladą, którą miałem w szafie i pośmiać z ludzi na zdjęciu klasowym, z Kurta zwłaszcza. Nawet i Kate się rozluźniła i przestała czuć się nieswojo w moim towarzystwie.
- A jak ja wrócę do domu? - nagle ogarnął ją niepokój.
- Tak jak przyszłaś do mnie – odparłem.
- Zamordują mnie za to łóżko...
- Raczej Kurtencję.
- Wypraszam to sobie – uniósł się Kurt. - To był przypadek.
- Chcesz powiedzieć, że jesteś dziewczyną z przypadku? - zapytałem.
- Co?! Nie! Rozwaliłem to łóżko przypadkowo. Nie chciałem. Wybacz Ka...
Nie dokończył, bo zatkałem mu usta.
- Najwyżej będziesz u mnie nocować – zwróciłem się do Katie.
Ta zerknęła na mnie z ukosa.
- Nie dożyjesz rana – bąknęła Sam.
- Niby czemu? - krawaciara się zdziwiła.
- Bo wątpię, czy przeżyjesz pożar. Może z odrobiną szczęścia...
Teraz pomysł nocowania wydał jej się jeszcze gorszy niż przedtem.
- Ja nie chcę umierać – jęknęła.
- Ja też nie chcę, ale przy was co chwila jestem o krok od śmierci – burknęła Samantha.
- Mam tyle planów na przyszłość... - jęczała dalej. - Chcę skończyć szkołę, studiować informatykę, zostać testerką gier komputerowych...
- To już nie chcesz być informatyczką? - zapytała M.
- Też chcę, ale praca testera gier wydaje się znacznie ciekawsza – wyjaśniła. - Poza tym chciałam kupić sobie wszystkie istniejące gry, konsole, mieć najlepszy z komputerów, nauczyć się wszystkich języków programowania, stworzyć własny system operacyjny... - wymieniała.
- Mieć męża – wtrąciłem z uśmiechem.
- Nie chcę męża – warknęła.
- A dzieci? - spytała Sam.
Chyba wtedy Kate uznała małżeństwo za nic przy posiadaniu czegoś takiego jak dzieciaki.
- Są ohydne, śmierdzące, rozwydrzone, brzydkie, sprawiają same problemy, nie potrafią niczego poza jedzeniem, ryczeniem, spaniem i załatwianiem potrzeb fizjologicznych! – krzyczała wyliczając to wszystko na palcach, których jej zabrakło.
- Dzieci akurat są słodkie – powiedziała Sam.
- Pomarszczone, małe, nie można do nich podejść, by nie dostać po łbie, niszczą życie! - kontynuowała Kate. - To małe paskudne GNOMY! - podniosła głos jeszcze bardziej.
- Sama kiedyś byłaś dzieckiem – warknęła Samantha.
Kate wtedy zamilkła, bo nie miała argumentu, którym mogła się obronić. Zaczęła się zastanawiać.
- Nienawidzę też widoku krwi, chociaż płynie ona w moich żyłach – odparła, gdy udało jej się coś wymyślić.
Na tym ustała ich sprzeczka. W sumie Sam chciała dalej się kłócić, ale nie miała już pomysłu jak mogłaby dalej ten spór ciągnąć. Kate zastrzeliła jej najlepsze z możliwych wyjaśnień: „sama byłaś kiedyś dzieckiem, więc nie możesz uważać teraz dzieci za zło”.
- Ja już spadam – stwierdziła Metalowa podnosząc się i kierując w stronę drzwi. Poszedłem za nią, by ją odprowadzić. Obowiązek gospodarza.
Potem w ślad M poszła Sam, po niej Kurt. Tylko Kate u mnie została. Jednak nie miała ochoty na dalsze przebywanie u mnie. Przestała bać się konsekwencji rozwalenia łóżka i uznała, że wróci do domu.
- Odprowadzę cię – zaproponowałem.
- Obejdzie się – odparła. - A co myślisz? Że nie wiem, jak trafić do domu?
- Wcale nie. Nie twierdzę, że jesteś aż tak głupia.
- ŻE CO?! - wkurzyła się.
O cholera. Powiedziałem nie to, co trzeba.
- To nie tak, to nie tak! - broniłem się. - Chciałem powiedzieć, że nie jesteś głupia, tylko mądra. Bardzo mądra. Najmądrzejsza.
Nie pomogło. Dziewczyna obróciła się na pięcie, zarzuciła torbę z laptopem na ramię i wyszła trzaskając drzwiami. Sam nie wiem czemu, ale pobiegłem za nią, by starać się wyprosić przebaczenie.
- Przepraszam cię, nie to miałem na myśli.
- Jasne! Jestem głupia, sam to powiedziałeś!
- Nie chciałem. Nie pomyślałem, co mówię. Myślałem wtedy o Sam.
- Aha! Czyli ona też jest głupia, jak ja?!
- Nie! Tylko Sam jest głupia, ty nie!
- Obrażasz jeszcze moją przyjaciółkę?! - wrzasnęła. - Ty gnoju!
- Nie! Nie! Nie obrażam jej!
- Obrażasz! I kłamiesz!
- Nieprawda!
- Prawda! Kretyn, cham, kłamca! - rzucała we mnie obelgami.
- Przestańcie się drzeć, cholerne bachory! - krzyknęła jakaś dość stara kobieta, która wychylała się z okna pobliskiego domu.
- To przez ciebie durniu! Wszystko przez ciebie! - Kate zaczęła wymachiwać rękoma, gdy tamta baba zamknęła okno.
- Co znowu przeze mnie?! - wrzasnąłem.
- Wszystko! Wszystko! I przez Momo też!
- Ale co ja i ona ci zrobiliśmy? - zapytałem ciszej.
Spojrzała na mnie. Początkowo marszczyła brwi i miała groźny wzrok, jednak powoli się uspokoiła. Nawet przestała patrzeć z gniewem, ale z czymś na rodzaj pokory. Przyłożyłem dłoń do jej twarzy i zbliżyłem się lekko. Czas wtedy jakby zwolnił, po czym nagle przyspieszył, gdy pięść tej dziewczyny znalazła się na mojej twarzy. Kate znowu wyglądała na wściekłą. Nie powiedziała nic, odwróciła się i poszła w stronę swojego domu. A ja już za nią nie pobiegłem. Nie miałem ochoty ponownie oberwać.
:iconfaliti:

    Poprzednia część :bulletblack: Następna część




    Jakoś piszę i jakoś dobrnęłam do końca tego rozdziału. Dobra, trzeba brać się za kolejny.
Add a Comment:
 
love 6 6 joy 5 5 wow 1 1 mad 0 0 sad 1 1 fear 0 0 neutral 0 0
:iconrakiramara:
~RakiraMara Dec 27, 2012  Hobbyist Artist
Ciekawe, on położył ręke na jej twarzy więc ona dała mu fangę w mordę...masz szczęście że lubię mordobicie ;)
Reply
:iconmuszkaowocowa:
Meh, myślałam że się pocałują a ona go jebut i sobie poszła :F ale ten kawałek z babką był super. I ten co się do niej zbliżał *rozmarzona mina* alee i tak super :D jak zawsze :D
Reply
:iconpaw595el:
~Paw595el Dec 2, 2012  Hobbyist
Spsułaś... :FFFF
Reply
:iconmuszkaowocowa:
Nie ona tylko Nathan xd :)
Reply
:iconpaw595el:
~Paw595el Dec 29, 2012  Hobbyist
Nnie o to mi chodziło... ale to już mało istotne, bo od tej części jakby nie było powstało już 5 kolejnych:P
Reply
:iconsofot:
Mood: Love ~Sofot Dec 1, 2012  Hobbyist Traditional Artist
W sumie, gdyby oni się pocałowali, Dziennik nie miałby już sensu, byłby mało ciekawy, taki... przesłodzony?
Świetnie ci wychodzi pisanie, może wydasz kiedyś książkę? Mogłabyś ją zilustrować swoimi pracami :3
Reply
:iconfaliti:
~Faliti Dec 1, 2012  Hobbyist General Artist
Niektórzy mi takie coś proponowali: pisz ilustruj |D
Reply
:iconsofot:
~Sofot Dec 1, 2012  Hobbyist Traditional Artist
To byłby hit, bo rzadko spotyka się książki ilustrowane przez autorów ;)
Reply
Add a Comment: