Nasz Dziennik
część czwarta
Oczami Kate
Kiedy najedliśmy się do syta udaliśmy się a dalsze kręcenie się po mieście. Sam uparcie chciała wejść do sklepu obuwniczego i obowiązkowo zaciągnąć tam mnie. Złapała mój krawat i wciągnęła mnie do jakiegoś butiku mimo moich buntów i sprzeciwów.
- Po co mnie tu zagoniłaś?! Dobrze wiesz, że nienawidzę tych babskich durnot!
- Oj weź się już uspokój. Od wypadu do tej kafejki jesteś jakaś dziwnie humorzasta. I zazdrosna – odparła z uśmiechem oglądając jakieś pantofle.
- Że co?! - oburzyłam się.
- Myślisz, że togo nie widać? Kiedy Momo kręciła się koło Nathana badałaś ją wzrokiem i śledziłaś jak kryminalistkę. Zazdrość, nic więcej.
- Ona jest jakaś dziwna. Wredna. Chciała moje PSP zniszczyć.
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie zmieniam!
- Zmieniasz. To oczywiste, że nie chodzi o twoją konsolę, a mojego kuzyna.
- Śmiesz twierdzić, że jestem obojętna co do mojego kochanego PSP?
- Tego nie powiedziałam.
- Powiedziałaś.
- Ładne? - zapytała pokazując mi jakieś paskudne buty.
- Nie zmieniaj tematu! - podniosłam głos.
- Dobrze, dobrze – powiedziała i odłożyła tamto paskudztwo.
- A buty ohydne poza tym – dodałam.
- Drążysz temat, którego nie miałyśmy omawiać.
- Wcale nie.
- Wcale tak. Powiedziałaś, że te buty są brzydkie zaraz po tym, jak zakazałaś mi mówienia o nich.
- Nieważne.
- Ale twoje uczucia są ważne.
- No...
- Jesteś zazdrosna o Nathana.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie!
- Już od pierwszego zetknięcia się z Momo jesteś do niej negatywnie nastawiona, a to tylko dlatego, że parę razy spojrzała na piromana.
- Ona nie patrzyła na niego normalnie...
- Ha! Sama przyznałaś, że jesteś zazdrosna!
- Nie.
- Tak.
- Nie! - kłóciłam się z Sam. - Zresztą ta Momo w ogóle jest dziwna.
- No, te rogi...
- Jakie rogi?
- Nie zauważyłaś, że ma na głowie niewielkie różki wystające z włosów?
- Nie...
- Nic dziwnego.
- Sugerujesz, że mam coś nie tak ze wzrokiem?!
- Nie. Sugeruję, że byłaś tak zaślepiona zazdrością, że nie zauważałaś, co się wokół ciebie dzieje.
- Nieprawda.
- Prawda. Gapiąc się na Momo nie zauważyłaś, że Metalowa wystrzeliła z łyżeczki kawałek czekoladowego ciasta na twarz Kurta.
- Zmyślasz.
- Możesz się ich zapytać.
Wtedy nasza żywiołowa rozmowa ustała na chwilę.
- Znam cię prawie 10 lat – przede mną już niczego nie ukryjesz – rzuciła Sam siadając na pufie, by zmierzyć jakieś okropne baleriny z motylami.
Wyszłam wtedy ze sklepu. Byłam zła. Nathan i Kurt siedzieli niedaleko na ławce i się kłócili, a Metalowa właśnie do nich przyszła i zaczęła się im chwalić jakąś skórzaną ćwiekowaną kurtką, którą przed chwilą kupiła. Szybko do nich podeszłam.
- A spróbuj tylko wyżywać się na mnie, tylko dlatego, że Sam zmusiła cię do oglądania zawartości tamtego butiku – powiedział Nathan wskazując na sklep.
Nie powiedziałam nic, tylko usiadłam obok niego.
- Szantaże milczeniem, tak?
Nadal milczałam. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Ale Nathan najwidoczniej miał. By zmusić mnie do odezwania się zaczął mnie szturchać. Powiedzieć nie powiedziałam niczego, ale strzeliłam go w twarz z pięści, w miarę delikatnie. I tak jęczał i narzekał, że go zabolało. I boli nadal. Ale odpuścił sobie zaczepki.
Oczami Nathana
Nie mogłem pojąć, o co tej dziewczynie chodzi. Zastanawiałem się, co takiego mogłem nawywijać, że teraz nie chce się do mnie odzywać. Zaczepianie jej było złym pomysłem, bo solidnie dostałem w twarz z pięści. I obraziła się na mnie jeszcze bardziej. Siedziała naburmuszona i nieobecna. Przy okazji odizolowała się od świata jeszcze bardziej zakładając słuchawki na uszy i puszczając jakieś techno tak głośno, że było je słychać mimo słuchawek. Korciło mnie, by spróbować dowiedzieć się od niej o co takiego znowu jej poszło, ale miałem co do tego omysłu wielkie wątpliwości. Tym razem mogła mnie zabić. W szczególności w takim gniewie.
Metalowa nie interesowała się złościami Kate. Poszła do jakiegoś innego sklepu, zaniedbanego, z masą czarnych rzeczy na wystawie. Za to Kurt wręcz przeciwnie i chciał wiedzieć, co jest nie tak. Wolał jednak nie ruszać krawaciary po zobaczeniu tego, co zrobiła mi. Za to do mnie pretensje mógł mieć spokojnie.
- I co żeś narobił? - szturchnął mnie.
- Ja narobiłem?!
- Tak, ty! A niby kto inny!
- Hej, hej! Ona już przyszła wkurzona. To wszystko wina Sam.
- Ale to ty wkurzyłeś ją jeszcze bardziej swoimi kretyńskimi zaczepkami!
- Możliwe, że i poprawiłem jej humor. Miała okazję się wyżyć obijając mi twarz.
- Należało ci się to.
Podniosłem się z ławki i stanąłem nad Kurtem.
- Czyli wszystko to moja wina, tak?
- Pewnie, że tak! - wycedził wstając.
Złapałem go za koszulkę i miałem uderzyć, gdy coś zatrzymało moją pięść. To była Sam. Spojrzałem na nią, a potem na Kate, która delikatnie kiwała się, coś nuciła i najwyraźniej zapomniała o całym świecie. Na końcu skierowałem wzrok w stronę Kurta, który spoglądał na mnie groźnie, a zarazem ze strachem. Puściłem go na rozkaz mojej kuzynki. Ale gdyby ona się tu nie pojawiła ten kretyn miałby przerąbane. Zrobiłem wdech i usiadłem na ławce, obok Kate, jak poprzednio.
- „My legs are dangling off the edge, the bottom of a bottle is my old friend. I think I'll slit my wrists again and I'm gone, gone, gone, gone!” - nuciła cicho. Słyszałem jakąś dziwną, jakby wiejską muzykę lecącą z tych słuchawek. Katie zdecydowanie słucha jej za głośno. W sumie takich dziwactw słuchać nie powinna wcale. Ale przynajmniej przestała się złościć.
Poklepałem ją delikatnie w ramię. Ściągnęła jedną słuchawkę i popatrzyła na mnie, już zła.
- Pójdziemy do tamtej cukierni? - wskazałem niewielką cukiernię, która była kilka metrów dalej.
Kate zmarszczyła brwi jeszcze bardziej.
- Nie – burknęła.
Odniosłem swego rodzaju tryumf – odezwała się w końcu. Ale to nadal nie jest zwycięstwo.
- A jeśli postawię ci coś? Cokolwiek tylko zechcesz.
Popatrzyła na mnie przez chwilę, wstała i skierowała się do „Słodkiej Krainy”, bo tak się ta cukiernia nazywa. Poszedłem za nią zadowolony z siebie.
- Co byś chciała? - zapytałem, gdy staliśmy przed szybą, za którą roiło się od ciastek i ciast. Nie odpowiedziała mi nic, tylko skierowała się do kasy, poprosiła o jakiegoś muffina, ja zapłaciłem i siedliśmy przy jakimś stoliku.
- Powiesz mi o co chodzi? - spytałem, gdy siedzieliśmy.
- Nie twój interes – rzuciła gniewnie i założyła słuchawki.
- Hej, hej, hej! - złapałem ten jej sprzęt i nie pozwoliłem, by znowu zwiała od rzeczywistości do tego swojego świata pokręconej muzyki. - Jestem twoim przyjacielem, więc możesz mi spokojnie powiedzieć.
- Nie twój interes – powtórzyła.
- Mój. To na mnie jesteś zła.
- Nie na ciebie. Na Sam.
- Za co?
- Zaciągnęła mnie do tego ohydnego sklepu.
- Robiła takie rzeczy nieraz, ale złości przechodziły ci po kilku minutach. Coś się stało.
- Nic się nie stało – wycedziła.
- Znam cię od kilku lat. Przede mną niczego nie ukryjesz.
Te słowa podziałały na nią wyjątkowo drażniąco.
- Nie znasz mnie ani trochę! - podniosła głos.
- Dobrze, nie znam cię – powiedziałem. - Ale męczy mnie to, że masz zły humor. Martwię się.
Spojrzała na mnie, ale już nie groźnie. Jakby z jakąś taką nadzieją.
Oczami Kate
Nie wiem czemu, ale ogarnęło mnie jakieś takie miłe uczucie.
- Powiesz o co chodzi? - ponowił pytanie.
- Nie będziesz się ze mnie śmiać? - upewniałam się.
- Nie.
- Na pewno?
- Jasne. Przynajmniej się postaram – uśmiechnął się lekko.
- Masz się nie śmiać, a nie starać się tego nie robić. Inaczej nic ci nie powiem.
- No dobra – przysięgam na moje zapałki, że nie będę się śmiać. Więc o co chodzi?
Zamilkłam na chwilę i przyłożyłam usta do złożonych dłoni.
- Momo... - rzuciłam.
- Ta kelnerka? Co z nią?
- Nie lubię jej.
- Za co?
- Za ten incydent z PSP chociażby.
- To jest coś jeszcze?
- No... - mruknęłam i ponownie zaczęłam milczeć.
- Nie podoba mi się... - powiedziałam, co mi bardzo ciężko przyszło. - Nie podoba mi się to, jak ona się... Się... - nie mogłam skończyć.
Nathan przysunął się lekko wpatrując się we mnie. Położył dłoń na moim ramieniu.
- ...do ciebie przystawia – wyrzuciłam to z siebie.
Chłopak naprawdę się zdziwił, gdy to usłyszał. Ja wtedy poczułam olbrzymią chęć zapadnięcia się pod ziemię. Spodziewałam się, że zaraz wybuchnie śmiechem, a ja niepotrzebnie mu zaufałam i zaczęłam się zwierzać. Zakryłam twarz rękoma wyczekując jego docinek i żartów. Czekałam na nie, ale nie usłyszałam niczego. Nathan siedział obok mnie, zaskoczony, chciał coś powiedzieć, ale nie miał pojęcia co. Ja też wtedy nie wiedziałam, co dalej robić, jak się odezwać.
- Odfochałaś się wreszcie! - nagle do cukierni wparowała Sam, a wraz z nią M i Kurt.
- Coście tacy czerwoni? - zapytała po chwili i z lekka się uśmiechnęła.
Poczułam się, jakby ktoś trzepnął mnie kowadłem. Wtedy wykonałam zamach i uderzyłam Nathana w twarz, skrzyżowałam ręce, wstałam i wyszłam z cukierni fucząc na grupkę stojącą w drzwiach. Piroman został przy stoliku, ocierał policzek i pytał:
- Za co?
Opowiadanie jest magaprzezajebiste (jak pewne glany).