Nasz Dziennik
część trzecia
Oczami Kurta
Martwiłem się o Kate – nie wiadomo, gdzie się podziewa, co teraz robi... Możliwe, że nawet ktoś mógł ją porwać i nigdy jej nie odzyskam! Spokojnie Kurt, spokojnie. Na pewno nie jest aż tak źle. Jednak fakt, że nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć mnie dobijał. Nie było jej w żadnym sklepie.
- Sprawdźmy w tym – zaproponowała Metalowa wskazując na niewielki i dość zaniedbany sklepik o nazwie „World of Games”.
- Tu na pewno jest! Ona jak wejdzie do takiego sklepu to nie wychodzi przez kilka następnych godzin, a szukamy jej dopiero 20 minut – powiedział Nathan po czym prędko podbiegł do sklepiku. Ja i dziewczyny ruszyliśmy za nim.
Po wejściu do środka nie zastaliśmy tam jednak nikogo.
- Sprzedawca chyba ma przerwę – stwierdziła Sam.
- To bardzo prawdopodobne. Tym bardziej, że nikogo tu nie ma.
- Nawet Kate... - jęknąłem.
Ostatnia nadzieja przepadła.
- Wychodzimy. Musimy szukać dalej – powiedział Nathan i wyszedł. Postąpiliśmy jak on.
- To gdzie teraz szukamy?
- Skoczmy do elektronicznego, tam niedaleko. Możliwe, że tam siedzi.
Oczami Kate
- Dziewczyno, tracę tylko czas na twoje kaprysy. Widzisz, że tu nie ma żadnego „Drakaru”!
- To jest „Drakan” - syknęłam przeglądając półki magazynu.
Było od grona gier na „D”, TTP, fantasy, przygodowych, akcji i o smokach, jednak nie mogłam znaleźć tego białego kruka, na którym tak mi zależało.
- Nie znajdziesz tego tu. Może choć raz zrobisz wyjątek i spiracisz tą grę? Nie żebym namawiał cię do złego, ale mój czas jest naprawdę cenny.
- Ja już tą grę mam – odparłam.
- Masz?! - wrzasnął z niedowierzaniem. - To po jakiego grzyba szukasz drugiej takiej samej?!
- Mam grę, ale bez opakowania.
- Dla jednego durnego pudełka kazałaś mi się wpuścić do magazynu?! - zrobił jeszcze większe oczy niż poprzednio.
- Oryginalne opakowanie ma olbrzymią wartość. A ciężko zdobyć „Drakan: Order of the Flame” w oryginalnym pudełku. Jak do tej pory natykałam się tylko na same płyty – odparłam przyglądając się zawartości magazynu.
- Jedno pudełko! Jedno pudełko! - powtarzał łapiąc się za głowę. - Dla kawałka tektury ryzykuję pracę Przecież szef zabraniał wpuszczania klientów do magazynu! Jak się dowie, to mnie wykopie!
Kiedy ten koleś kręcił się po magazynie burcząc coś bezustannie ja wciąż szukałam.
- MAM! - wrzasnęłam trafiając na „Drakan”. - Znalazłam! Znalazłam! - cieszyłam się.
Sprzedawca także się ucieszył i kazał mi iść jak najprędzej.
- A nie, to „The Ancients Gates”... - rzuciłam z rezygnacją.
- Ale „Drakar”!
- Ale nie to. To już mam.
- Nawet pudełko?
- Pudełko i grę.
Facet otarł twarz dłońmi i wrócił do burczenia, a ja zabrałam się za dalsze poszukiwania. Potworny syf panujący w tym magazynie uniemożliwiał spokojne szukanie. Wszystko było pomieszane i niepoukładane. Trochę jak w moim pokoju, tyle że ja tam wszystko znajduję (tylko ładowarkę od PSP zawsze gubię).
Oczami Sam
Gdzie ta dziewczyna do jasnej cholery jest?! Szukamy jej, szukamy i znaleźć nie możemy.
- Może tak zaprzestaniemy biegania po mieście, bo niewykluczone, że tylko się z nią wymijamy. Usiądźmy gdzieś i poczekajmy – powiedziała Metalowa.
Jej pomysł poparli wszyscy. Rozsiedliśmy się na fontannie w rynku.
- A może tak do niej zadzwonimy! - olśniło mnie po chwili.
- To dzwoń – rzucił Nathan.
- Mam wyzerowane konto, więc jak mam zadzwonić? - warknęłam.
- To ja zadzwonię – wycedził i zaczął szukać swojej komórki.
- Ja nie mam do niej numeru, mówię od razu – ostrzegła M, tak na wszelki wypadek.
- A ja mam rozładowaną baterię – odparł ze smutkiem Kurt.
Ostatnia nadzieje w Nathanie, który grzebał w kieszeniach, potem w plecaku, kurtce i czym się dało. W końcu stanął zrezygnowany:
- Zapomniałem telefonu...
- Jasne cholera! - krzyknęłam. - Niech no ona tu przyjdzie, a pourywam jej nogi!
- Nie denerwuj się tak – Metalowa zaczęła mnie uspokajać.
- Będę się denerwować! Szlag trafi moją frekwencję i zachowanie, oberwę za wagarowanie i moją przyszłość szlag trafi, nie będę właścicielką salonu kosmetycznego, nie będę mieć męża i trójki dzieci: Lilly, Mercedes oraz Georga!, a to wszystko przez was! Wszystko przez was!
Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem.
- No co?! - wrzasnęłam.
- Jajco! - rzucił Nathan ze śmiechem.
Mi nie było do śmiechu i wykonałam zamach torbą. Uderzyłam go tak mocno, że wleciał do fontanny. Zrobił się wielki plusk, woda ochlapała wszystkich dookoła, w tym mnie. Przechodnie patrzyli na cały ten cyrk, co niektórzy nie byli w stanie powstrzymać się od śmiechu. Nathanowi jednak ochota na żarty i docinki przeszła. Wyskoczył z wody niczym oparzony. Stał z rozchylonymi rękoma, cały ociekał wodą. Spoglądał na mnie groźnie. Niezbyt mu się podobało to, że uderzając go torbą wrzuciłam go do miejskiej fontanny. Patrzyłam na niego i nie wiedziałam, co powiedzieć. Mam przepraszać, uciekać, czy może śmiać się z tego wszystkiego jak przechodnie i moi znajomi? Metalowa omalże nie padła na bruk, gdy ujrzała mojego kuzyna w takim stanie. Kurt podobnie jak ona prawie że się nie przewrócił. W końcu uległam i zaczęłam chichotać zasłaniając usta dłońmi.
- Co was tak śmieszy?! - warknął wyciskając wodę z koszuli.
Nikt jednak nie mógł udzielić mu odpowiedzi. Mój chichot zamienił się w jakiś durnowaty śmiech i łzy. Obejmowałam się za brzuch, płakałam, śmiałam się i nie mogłam złapać oddechu.
Oczami Nathana
Praktycznie wszyscy na tym cholernym rynku mieli polewkę z mojej kąpieli w fontannie. Kiedy w tym nie było absolutnie nic śmiesznego. Jakby sami oberwali torbą pełną książek, a potem byli cali mokrzy wątpię, czy by mieli powody do radości.
Zabrałem swój plecak i skierowałem się w stronę najbliższej toalety publicznej by zmienić ciuchy. Na szczęście miałem ze sobą jakąś koszulkę i spodnie na wf.
- A ty dokąd? - zapytała mnie Sam, gdy mogła już spokojnie oddychać.
- Przebrać się. Nie będę łaził mokry – odparłem - Poczekajcie na mnie kilka minut.
Zabrałem plecak i poczłapałem do tych toalet najszybciej jak mogłem. Nienawidzę mieć mokrych ciuchów na sobie. To gorsze jak spalenie sobie skóry ogniem. Wyszedłem w stanie jeszcze gorszym. Krótkie spodenki odsłaniały wszystkie moje blizny i siniaki. Ale cóż, muszę w nich chodzić, bo moje jeansy, przez tą cholerną Sam, są zamoczone.
Wróciłem pod fontannę. Jak mnie cała banda ujrzała znowu wpadła w śmiech. W sumie tylko dziewczyny, bo Kurt przywyknął do tego widoku. Nie wiem jakim cudem, ale wpuszczają go do szatni chłopaków i razem z chłopakami ćwiczy na wfie. Jak dla mnie to Kurtencja powinna mieć wf z dziewczynami... Albo nie. To coś nie ma płci, więc nawet i do dziewczyn nie pasuje. Dla niego powinna być osobna szatnia, a wf powinien mieć indywidualnie.
Oczami Metalowej
Rany, nigdy jeszcze tak się nie uśmiałam. Nawet widok Glaniarza próbującego robić sushi nie był tak zabawny, jak kąpiel Nathana w fontannie. Myślałam, że umrę ze śmiechu. Albo się utopię, bo omalże nie wleciałam do wody. Myślałam, że to już koniec hecy, aż nie zobaczyłam naszego piromana wracającego z toalet w króciutkich spodenkach. Piłam wtedy tymbarka, którego kupiłam w trakcie jego nieobecności i natychmiast go wyplułam na spodnie.
- I z czego się tak śmiejesz? - warknął.
- Z ciebie, debilu – wykrztusiłam po czym rozłożyłam się na brzegu fontanny śmiejąc się wniebogłosy. - Szekszi szpodenki.
Chyba pierwszy raz miałam też okazję by się z niego ponabijać. Zazwyczaj to ja byłam obiektem jego żartów i drwin. Ale teraz sytuacja się odwróciła. Aż pociekły mi łzy. Natychmiast je otarłam i zaczęłam przyglądać się w oknie pobliskiego butiku swojej strzale pod okiem – mogła się rozmazać przez to wszystko, a szkoda by było.
Nie, jest cała, na szczęście.
- To jak jest z Kate? Wykazała jakiekolwiek oznaki życia? - spytał ten, co się kąpał w fontannie.
- Żadnych – odparłam.
- Zjawa jedna – była i zniknęła!
- A jeśli nie wróci? - jęknął Kurt.
- Serducho ci pęknie, przez co nastąpi twój natychmiastowy zgon – burknęłam. Przeraził się wtedy i siedział cicho.
- Nie mam zamiaru dalej tracić czasu na czekanie, aż ona łaskawie tu się zjawi – rzuciła z irytacją Sam. - Jestem głodna, nie jadłam śniadania i nie obchodzi mnie, czy Kate pójdzie z nami coś zjeść – najwyżej będzie głodować.
- Poczekajmy jeszcze – Nathan ją zatrzymywał.
Poprawiłam włosy i zaczęłam rozglądać się dookoła. Też byłam głodna i chciałam jak najszybciej wrzucić coś na ząb. Jednak w przeciwieństwie do Sam wolałam poczekać na Kate. Chociaż z nią, jako jedną z nielicznych osób, potrafię się dogadać.
Oczami Sam
Nagle mój telefon zadzwonił. To była Katie.
- Gdzie się podziewasz, mendo?! Ja, Metalowa, Nathan i Kurt czekamy tu na ciebie masę czasu! Nie łaska zadzwonić?! - warknęłam po odebraniu komórki.
- Znalazłam „Drakan: Order of The Flame” w oryginalnym opakowaniu! - wrzasnęła do słuchawki wyraźnie uszczęśliwiona.
- Co?! To ty byłaś w sklepie?! Jakim?!
- World of Games – odparła.
Myślałam, że się zastrzelę. Przecież myśmy jej tam szukali.
- Przyłaź do rynku do fontanny! Umieram z głodu i nie mam zamiaru na ciebie czekać ani chwili dłużej! - kazałam jej. Nie miałam już ochoty na użeranie się z tą wariatką.
Po kilku minut dołączyła do nas. Biegła co sił w nogach i się wydzierała.
- Mam „Drakan”! Mam „Drakan”! Mam „Drakan”! - skakała dookoła wszystkich wymachując jakimś pudełkiem. Ostatnio była w takiej euforii, gdy udało się jej przejść jakąś głupią grę.
- Uspokój się do jasnej cholery! - szarpnęłam ją za krawat. - Czemu nic nie mówiłaś, że poszłaś do jakiegoś tam sklepu! Mogłaś chociaż zadzwonić!
- Dzwoniłam.
- Ale ciut za późno! Obleźliśmy cały rynek i wszystko dookoła szukając cię, świrusko!
- Ja dodatkowo zaliczyłem kąpiel w fontannie – burknął Nathan.
Kate popatrzyła na niego i rzuciła:
- Aha.
Piroman był niepocieszony, bo oczekiwał z jej strony współczucia. Jeszcze czego – ja jestem głodna, a mi jakoś nikt nie współczuje.
- Chodźmy wreszcie coś zjeść! - zaczęłam wszystkich poganiać.
- Do pizzerii! - krzyknęła moja przyjaciółka.
- Nie, ja nie chcę do pizzerii.
- Ale ja chcę.
- Ale ja nie.
- Ale ja tak.
- Pójdziemy to jakiejś kawiarni i będzie spokój – wtrąciła Metalowa.
Ja i Kate popatrzyłyśmy na siebie.
- Może być.
Chłopacy także zgodzili się z niebieskowłosą i zaczęliśmy szukać kawiarenki. Znaleźliśmy wreszcie jakąś. Ale to była ta, w której ostatnim razem narobiliśmy zadymy.
- Nie wpuszczą nas – upomniałam Metalową, która miała wchodzić do środka.
- Obchodzi mnie to tak jak zeszłoroczny śnieg. Jak chcę wejść to wejdę – kopnęła drzwi i weszła do kafejki.
- Ja tam nie chcę wchodzić – wycedziła Kate krzyżując ręce i marszcząc brwi. - Ostatnio omal nie straciłam PSP. Zresztą nie lubię tej czarnowłosej kelnerki.
- Nie chcesz tam wchodzić przez ostatni incydent z PSP, czy może Momo, czy jak jej tam? - zapytał Nathan.
- Jedno i drugie.
- Przestań się już dąsać – rzuciłam - i właź do środka. My musieliśmy cię szukać i na ciebie czekać, więc ty możesz znieść kelnerkę.
Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa i niechętnie weszła do środka. Ja poszłam za nią, choć nie wiem po co. Zapewne od razu nas wywalą za ostatnią sytuację.
- Wywal zapałki – powiedziałam do Nathana.
- Nie zrobię tego - oburzył się.
- To przynajmniej ich nie wyciągaj.
Zajęliśmy miejsce przy oknie. Ja siadłam między Kurtem i Metalową, a Kate i Nathan naprzeciwko nas. Krawaciara wyjęła z torby grę i zaczęła oglądać opakowanie od niej z niewyobrażalnym zachwytem.
- Jak wrócę do domu zacznę grać w „Drakan” jeszcze raz – zacierała ręce.
- Jeszcze raz? Po co? - zdziwił się mój kuzyn.
- Muszę sobie przypomnieć jak to było rozwalać wartoki ogniem Arokh'a – odparła rozmarzając się.
- Przyjdę do ciebie i popatrzę jak to robisz, zgoda? - powiedział i wyjął pudełko zapałek z kieszeni.
-Ej! - syknęłam podnosząc się z siedzenia.
Zerknął na mnie i schował zapałki z powrotem.
- Najfajniej jest wtedy, kiedy się Arokh'a odnalazło – opowiadała Kate. - Ile ja bym dała, by być na miejscu Rynn...
- Nawet byś mnie pocałowała? - przerwał jej Nathan z aroganckim uśmieszkiem.
Kate popatrzyła na niego groźnie, a Kurt był wyraźnie zazdrosny. Ja wtedy przysunęłam się do niego. Ten się odsunął. Zatem ja jeszcze raz spróbowałam zbliżyć się do niego. On znowu uciekł. Gdy zrobiłam to za trzecim razem chłopak zleciał na podłogę. Kate skupiona na grze, Nathan na docinaniu jej, a Metalowa na słuchaniu muzyki natychmiast popatrzyli na niego i zaczęli się śmiać. Kurt czym prędzej podniósł się z podłogi i wrócił na miejsce zazdrosny, zawstydzony i ogólnie zły.
Wtedy podeszła do nas Momo. Nieśmiało się z nami przywitała.
- Co zamawiacie? - spytała.
- Dla mnie ciasto truskawkowe – powiedziałam. Kelnerka szybko to zanotowała.
- Ja poproszę... - zaczęła Metalowa.
- Kota w cukrze? - rzucił piroman.
M się wkurzyła, wstała i chwyciła go za koszulę, przy okazji mu grożąc.
- Ja chcę to co Sam – odezwała się Kate. - I sok wiśniowy. Najlepiej tymbraka.
Momo wszystko notowała. Moja uwaga skupiła się na jej głowie. Z jej włosów wystawały niewielkie różki. Wzbudziło to moją ciekawość już ostatnim razem, ale zanim zdążyłam cokolwiek na ten temat powiedzieć pojawił się dym, raban i panika.
- Dla mnie szarlotka – dokończyła niebieskowłosa, która już się z Nathanem policzyła.
- A dla mnie ciasto marchewkowe – dorzucił Kurt.
Piroman wyśmiał to i zarazem wkurzył Kurta, który starał się uspokoić.
- A ty czego sobie życzysz? - Momo zwróciła się do Nathana patrząc na niego spod rzęs, jak ostatnio.
Oczami Kate
Uniosłam się wtedy i chciałam pogonić tą kelnerkę, jednak prędko się powstrzymałam. Nie miałam pojęcia czemu tak reaguję, gdy ona na piromana spogląda. Ale to nie jest normalne spojrzenie. Ani trochę.
- Ciasto czekoladowe niech będzie – burknął Nathan kierując ku Metalowej gniewny wzrok.
Momo zapisała to w notesie i sobie poszła. Od razu mi ulżyło. Wyjęłam PSP z torby i wzięłam się za szukanie UMD z „Final Fantasy” – od dawna w nie nie grałam, a właśnie teraz miałam na to ochotę. Udało mi się na moment odciągnąć myśli od kelnerki, ale gdy przyszła z naszymi zamówieniami, one natychmiast wróciły. Siedziałam jak na szpilkach, gdy oddawała Nathanowi jego ciasto. Pilnie ją obserwowałam. Zauważyła to. Wtedy natychmiast zaczęłam stukać w klawisze konsoli i grać, a w sumie udawać, że to robię.
- Zauważyliście, że ona ma rogi? - szepnęła Sam, gdy Momo odeszła od naszego stolika.
- Żadne odkrycie. To diabeł wcielony – warknęłam kierując wzrok w stronę lady, przy której właśnie stała i odkładając konsolę.
- Ale ja na serio mówię – moja przyjaciółka się upierała.
- Zapewne masz zwidy – powiedział Nathan podwędzając mi PSP. - Masz UMD z „Tekkenem”?
Nie odpowiedziałam nic. Przyglądałam się Momo.
- Hej, ocknij się! - pomachał mi ręką przed oczami.
- Co?! - zaczęłam się rozgląda dookoła. Czułam się jak wybudzona ze snu.
Wtedy Sam zaczęła chichotać.
- Z czego się brechtasz? - zapytałam.
- Z niczego – odpowiedziała.
Zabrałam Nathanowi PSP, wyrzuciłam UMD z „Tekkenem” i włożyłam „Socoma”. Teraz czułam niewyobrażalną ochotę rozstrzelenia komuś łba.
Kocham twoje opowiadanka i obrazy.
Konto to założyłem po to aby móc
komentować twoje dzieła
Nawet wcześniej nie słyszałem o tym portalu
Dowiedziałem się o nim z twojego profilu (nie podam z jakiej strony)
Jestem uzależniony od tego , codziennie wchodzę rano na komputer
tylko po to aby zobaczyć czy czegoś nie dodałaś
Czekam na więcej , obyś nie przestawała pisać i "tworzyć" obrazy bo
widać że to kochasz i daje ci to przyjemność
Czekam na następną część. :3
Ogólnie piszesz bardzo fajnie, humorystycznie i tak... realistycznie. Nawet tym samym zaczynasz coraz bardziej mnie mobilizować do napisania jakiejś opowieści (mam nawet dwie tylko póki co, to ani jedno słowo z ich nie wyszło z mej głowy bo jeszcze się formują
Uff, megakomentarz zakończony....