Nasz Dziennik
część dziesiąta
Oczami Kate
Wpatrywałam się w swoje lustrzane odbicie. Łał, on tak naprawdę powiedział? Albo sobie ze mnie jaja robi. Nie, na pewno to drugie. Przecież każdy sobie ze mnie żartuje i każdy mnie robi w balona. Na przykład „Tomb Raider” miał być jesienią, a przełożyli premierę na marzec. A obiecywali, gadali, zachęcali, a tu co? Czemu z Nathanem miałoby być inaczej? Kłamał o PSP, że go nie ma, a miał. Chociaż przełożenie tej premiery na marzec ma swoje plusy... Ja nie będę musiała płacić za grę, bo mogę dostać ją w prezencie od rodziców. Może zrobili to dla mnie? Jasne. Marzenie ściętej głowy. Toż to oczywiste, że był to czysty przypadek. Ale czy Nathan z czystego przypadku prawiłby mi takie komplementy? Ja raczej nieprzypadkowo uwielbiam pewne rzeczy, a pewnych nienawidzę. Na przykład nienawidzę siatkówki, bo omal życia nie straciłam grając w nią. Zatem to nie przypadek, to jest pewne. A kłamstwo? Ma tendencje do kłamania. Ale nawet jeśli ktoś kłamie, to chyba nie jest w stanie w tym kłamstwie tyle wytrzymać? A nie, jest. Rodzice cholernie długo okłamywali mnie, że szczepienie to nic strasznego i że nie boli... Więc Nathan może kłamać, ale to nie jest pewne. Jeszcze się przekonamy, sposób się znajdzie. Pozostaje jeszcze kwestia Momo, tej kelnerki. Zależy mu na niej. Tak wynika z naszej wczorajszej nocnej rozmowy. Cholerny gnojek. I ta Momo zresztą też na niego dziwnie spogląda... Co by w tej sytuacji zrobić? Myśl, Kate, myśl. Jak Lara Croft, gdy musi otworzyć wrota do grobowców. Trzeba tej czarnowłosej mendzie pokazać, że jej miejsce jest za ladą, a nie... Pfff, jeszcze te jej czarne włosy. Toż to oczywiste, że faceci wolą blond... O CHOLERA! JA MYŚLĘ JAK KOBIETA! JAK KOBIETA! ZARAZ BĘDĘ NOSIĆ SPÓDNICE I SUKIENKI, POLUBIĘ RÓŻ! WTEDY ŚWIAT SIĘ SKOŃCZY!
Uderzyłam się z liścia w jeden policzek najmocniej jak mogłam, a potem trzepnęłam się w drugi.
Ocknij się, debilko. Nie pozwól się zbabszczyć. Chcesz pożyć, zostać hakerką, informatyczką, albo testerką gier, a nie zostaniesz nią, jak zabijesz się na szpilkach. Nic ci się nie stanie, jak Momo sobie Nathana zabierze - grunt, byś ty była żywa. I szczęśliwa. W razie czego drugi się znajdzie. Ale tu może być problem... Nate Drake z „Uncharted” nie istnieje. Zresztą oświadczył się Elenie. Podobnie jest z innymi kolesiami z gier. A raperzy i inni twórcy muzyki której słucham? Są ode mnie o lata świetlne starsi. I co niektórzy zajęci... Odpada, nawet mnie nie zechcą. A może Kurt? Nie, no, Kurt?! Sam mnie zastrzeli. Zresztą on ani trochę nie przypomina Drake'a. I na grach się totalnie nie zna. Jak tak można? W multiplayerach od razu go rozkładam, ale z Nathanem muszę się troszkę pomęczyć, więc jest jakaś rozrywka. Wniosek z tego taki, że zostanę starą panną, co klepie combosy w „Tekkenie” grając Niną Williams. Chociaż nie jest to wcale taka zła przyszłość. Będę miała wszystko na własność. Nie będę musiała się o nic martwić... Właśnie! SHIRO! On dotrzyma mi towarzystwa! Ale na ile? Pies żyje kilkanaście lat... Nie, nie, nie! Shiro będzie ze mną zawsze. Ja nie zostawię go, a on nie zostawi mnie. Shiro jest wierny, nie zostawi mnie, nie zostawi. Nawet nie dla kiełbasy, choć ją bardzo lubi... Już wiem! Wiem co zrobię! A potem kończę z tymi babskimi knuciami, bo moje życie zacznie przypominać operę mydlaną. Chyba już to robi...
- Idziemy na miasto, na kawę? - zapytałam, gdy wyszliśmy ze szkoły.
Sam stanęła przede mną i spojrzała mi w oczy z niepokojem, po czym przyłożyła mi dłoń do czoła.
- Ty nie jesteś aby przypadkiem chora?
- Pewnie, że nie – pacnęłam ją w rękę. - Tylko pić mi się chce.
- Mam wodę.
- Wolę kawę... Opcjonalnie herbatę.
- Jesteś pewna, że chcesz ją wypić na mieście? Możemy skoczyć do mnie, mam trochę rozpuszczalnej...
- Ale ja chcę jeszcze potem zajść do sklepu z grami.
- To zrobimy to teraz, a potem kawa, herbata, albo kakao.
- Nie, akurat teraz mnie suszy i chcę się napić.
- Mam...
- Nie, nie chcę wody. Ona mnie tylko wychłodzi, a mi jest zimno.
- Zimno ci, mówisz? - wtrącił Nathan i przysunął się do mnie, na co Kurt zaczerwienił się i przybrał wściekłą minę.
- Jest szaro, ale nie zimno – rzuciła Sam.
- Może ty nie marzniesz. Ja tak.
- A jak bardzo? - zapytał piroman zbliżając się do mnie coraz bardziej z każdą chwilą i zerkając na Kurta, który wyglądał, jakby zaraz miał się spienić.
- To idziemy wreszcie? - zapytałam odpychając od siebie Nathana, którego „bliskość” zaczęła mi wadzić.
- Może jednak chcesz iść do lekarza? - dopytywała Samantha, gdy byliśmy przy kafejce, w której pracuje Momo.
- Nie, czuję się dobrze – odparłam i nacisnęłam klamkę drzwi, po czym weszłam do środka. Dzwoneczek nad drzwiami zadzwonił wesoło. Lubię go, przypomina mi się sklep zabawkowy, w którym kupiłam Tuxa (mojego wielkiego pluszowego pingwina). Te kochane wspomnienia z dzieciństwa...
Skierowałam się do stolika, przy którym zawsze siadamy, spoglądając zarazem w stronę lady, za którą krzątała się Momo. Nagle potknęła się i omal nie zrzuciła kilku kubków z tacy. Na (nie)szczęście żaden nie spadł. Nie zmienia to jednak faktu, że jej niefart przysporzył mi trochę radości i pewności, że wszystko potoczy się po mojej myśli.
Moi przyjaciele szli za mną, co najmniej zdziwieni, że z własnej woli weszłam do znienawidzonej kafejki. Ale na wojnie trzeba być skorym do największych poświęceń.
Rozsiedliśmy się przy stoliku. Ja siedziałam między Sam i Nathanem, a miejsce po drugiej stronie Sam zajął Kurt. Metalowa z nami na kawę nie poszła. Powiedziała, że ma trochę inne rzeczy do załatwienia.
Niecierpliwie czekałam, aż Momo przyjdzie przyjąć nasze zamówienia. Wreszcie doczekałam się jej przyjścia. Zgodnie z moimi przewidywaniami pytała każdego po kolei. Kiedy kierowała wzrok w stronę Nathana przysunęłam się do niego, i objęłam go.
Oczywiście jest to część mojego planu, który opiera się na pokazaniu Momo, że ja tutaj rządzę. I to tyle.
Sam i Kurt byli zszokowani, Nathan zresztą też. Nawet kelnerka zapomniała o tym dziwnym spojrzeniu, w takim była szoku.
- Dla nas jeszcze niech będzie ciasto z truskawkami – rzuciłam coraz bardziej wtulając się w Nathana.
Momo zanotowała to i odeszła od stolika, zmieszana, zdziwiona, w ogóle zdezorientowana. Sam patrzyła na mnie wstrząśnięta, Kurt przybrał kolor pomidora, a Nathan, z lekka zaskoczony, uśmiechał się, po czym powiedział do mnie:
- Ciasto z truskawkami, co?
Ja nie zwróciłam na to uwagi, spojrzałam tylko w stronę lady. Momo zniknęła gdzieś za zapleczu. Odepchnęłam od siebie piromana, po czym wyjęłam PSP i wsadziłam do niego jakieś UMD. Nie wiem nawet z jaką grą. Było mi wszystko jedno.
Momo szybko uwinęła się z kawą i ciastami, więc za długo nie odpoczęłam. Kiedy zbliżała się do nas ja znowu musiałam przysunąć się do Nathana i dalej się do niego kleić.
Cholera, trzeba było plan B obmyślić, a nie pozostawać przy A.
Dziewczyna była już przy naszym stoliku, gdy nagle drzwi kafejki trzasnęły, dzwonek nad nimi zawirował dzwoniąc rozpaczliwie. Jakiś zakapturzony facet znalazł się w środku, zabrał jakiejś kobiecie ze stolika obok torebkę, popchnął Momo i z rąk wyrwał mi PSP, po czym wybiegł.
Nie czekałam. Bez zastanowienia wlazłam na stolik, zeskoczyłam z niego i pobiegłam za złodziejem co sił w nogach. Adrenalina mi podskoczyła. Koleś przebiegł rynek na skos, ja cały czas goniłam za nim. Nawet go doganiałam. Nagle wbiegł w jakąś wąską ciemną uliczkę, która skręcała po kilku metrach w prawo. Popędziłam tam za nim, jednak straciłam trochę czasu potykając się o jakieś kartony. Mimo to nadal miałam go na widoku. Gdy udało mi się przebrnąć przez przeszkodę kontynuowałam pościg, jednak byłam coraz bardziej w tyle, gdy nagle na końcu uliczki zza muru wyłonił się metalowy drążek. Złodziej dostał porządnie w głowę. Metal plus siła rozpędu... Ał...
Upadł na ziemię z hukiem. Dobiegłam do niego. Był nieprzytomny. W wyniku uderzenia wypuścił z rąk moje PSP oraz torebkę. Podniosłam oba te przedmioty. Gdy rozprostowywałam nogi zza murku wychylił się chłopak, w podobnym wieku do mnie, może starszy. Miał czerwoną koszulę z podwiniętymi rękawami, pod nią zielony podkoszulek. Jego czarne i z lekka poczochrane włosy sięgały mu gdzieś do połowy szyi, oczy były niebieskie. W ustach widniał papieros. Trzy piegi na policzku też rzucały się w oczy. W ręku trzymał łom. To on wymierzył sprawiedliwość tamtemu kolesiowi.
- Siema – rzucił.
- Cześć – odparłam przyciskając do siebie konsolę i torebkę tamtej kobiety.
- Maciek jestem.
- Kate... - odpowiedziałam. - Dzięki za pomoc.
- Żaden problem. To nie było nic szczególnego. Jak się żyje na ulicy to się wie, jak sobie w takich sytuacjach radzić. To w sumie norma.
- Aha...
Czułam się speszona. Nie miałam zielonego pojęcia, co jeszcze powiedzieć. W sumie nie zostało mi nic innego, jak się ulotnić.
Złodziej się wtedy poruszył.
- Zadzwonię na policję – oświadczyłam.
- Czekaj, czekaj. Chcesz zganiać tu psy?
- No tak, ten koleś...
- Jak się ocknie to mu się jeszcze raz przywali – powiedział i uniósł łom. - A psiuniów nie zganiaj, dopiero co wziąłem tego skręta. Szkoda by się zmarnował – dodał, po czym zaciągnął się i wypuścił z ust gęsty szary dym. - Chcesz?
- Co?
- No skręta.
- Podziękuję.
- Nie to nie – rzucił, po czym wyjął jakiś odtwarzać muzyki i puścił jeden z utworów Hollywood Undead.
- Też tego słucham – odparłam.
- Na serio?
Wtedy złodziej uniósł się i wydusił:
- Ptaszki, pszczółki, motylki...
Wtem Maciek rzucił łom w niego. Celnie trafił w głowę. A facet ponownie oderwał się od rzeczywistości.
- Trochę czasu minie, zanim się ocknie – uśmiechnął się spoglądając na opryszka i oparł się o niski murek. - Siadaj – zaproponował.
Usiadłam.
- Których członków lubisz najbardziej? - zapytał.
Wynikła z tego dość długa pogadanka o wspomnianym zespole. Chłopak zdążył wypalić swojego skręta, rzucić jeszcze raz cegłą w łeb złodzieja i puścić dość sporo piosenek.
Gdy odsłuchiwaliśmy „Been to Hell” moi przyjaciele zjawili się w uliczce, a za nimi podążali dwaj policjanci. Maciek wzdrygnął się na ich widok i wyrzucił za murek zioło, które akurat chciał zapalić. Wyraźnie było mu go szkoda i z lekka pożałował tego, że nie wsadził go do plecaka albo kieszeni. Ale tak się kończy działanie w pośpiechu.
Sam podbiegłą do mnie przestraszona i zmarwtiona. Dała mi torbę i zaczęła mnie wypytywać o różne rzeczy. Kurt i Nathan stanęli jak wryci i zaczęli coś burczeć. Za to funkcjonariusze podbiegli do nieprzytomnego złodzieja cudzych konsol. Przerazili się na widok jego twarzy, całej sinej, poobijanej i w guzach. Z niedowierzaniem popatrzyli na mnie i Maćka.
- Jakoś trzeba było pomóc koleżance – odparł Maciek.
Wróciliśmy do kafejki. Zwróciłam kobiecie torebkę, którą bezczelnie wyrwano jej z rąk. Ucieszyła się bardzo. Omal mnie nie udusiła, gdy mnie przytulała. Za to reszta klientów i pracownicy kafejki klaskali i wiwatowali.
Co jak co, ale wiedziałam, że kiedyś będę wielka. To było oczywiste, że bohatersko dogonię złodzieja. Niczym w grach i filmach akcji. O Kate Attacher jeszcze będą tworzyć poematy.
- Maciek mi pomógł – ocknęłam się z marzeń i powiedziałam zgodnie z prawdą wskazując na chłopaka, który stał za oknem. Nie wchodził do środka.
- Pfff, walnął go kijem. Też tak mogę – burknął Nathan. Kurt go poparł,
Nie zwróciłam na to szczególnej uwagi, tylko poszłam po Maćka i zaciągnęłam go do środka. Spotkał się z takimi samymi wiwatami jak ja.
- Jesteście niesamowici – zwróciła się nas Momo. - Nie mogę uwierzyć, że dorwaliście tamtego wyrostka.
- To standard na ulicy – odparł Maciek.
- No cóż, nikomu nie oddam tego, co należy do mnie – dodałam przyciskając do siebie mój skarb – PSP.
Momo wychwyciła w tym chyba jakąś aluzję, bo po moich słowach spojrzała na Nathana, który sterczał koło lady naburmuszony, a potem skierowała wzrok w moją stronę.
- Co powiecie na darmową kawę i ciastka za ten brawurowy wyczyn? - zaproponowała po chwili.
- Będzie to aktualne, jak wpadniemy tu kiedy indziej?
- Jasne.
- To fajnie. Do zobaczenia – rzuciłam i skierowałam się do wyjścia. Reszta postąpiła tak samo.
- Idziesz z nami na miasto? - zapytałam Maćka, gdy byliśmy na zewnątrz.
- Co mi szkodzi? - uśmiechnął się
Jednak Kurt i Nathan nie wydawali się specjalnie zachwyceni.
"Ocknij się, debilko. Nie pozwól się zbabszczyć."
moje ulubione
Kocham ten wątek