DZIENNIK
z wyjazdu na ferie
część trzecia
WPIS KURTA
Obejmowała mnie, stała blisko, szeptała mi różne słówka do ucha. Słońce zachodziło, wokół nas kwitły lilie i róże, ale najważniejsze było to, że Kate była ze mną.
- Kocham cię – powiedziała mrużąc oczy. - Pocałuj mnie!
Myślałem, że rozpłynę się ze szczęścia. Moje marzenie się ziściło.
Powoli zbliżyliśmy nasze usta ku sobie, gdy nagle oblała mnie woda.
- AAAAAA! - zerwałem się cały mokry. - CO SIĘ STAŁO?!
Nathan i Glaniarz stali nad moim łóżkiem i dusili się ze śmiechu. Wtedy dotarło do mnie, że Kate i ta piękna scena to był tylko sen.
- Numer z dłonią w wodzie nie wypalił, więc wylaliśmy tą wodę na ciebie – powiedział Nath nadal się śmiejąc.
- Co? Czemu? - jęknąłem.
Otworzył usta, by mi odpowiedzieć, jednak nie mógł - tak się śmiał. Glaniarz identycznie. Aż po policzkach pociekły mu łzy.
Wziąłem czyste i suche ubrania i skierowałem się do łazienki. Stanąłem przed lustrem i... CO DO DIABŁA?! CO JA MAM NA TWARZY?!
- Jak ci się podobają wąsy i brwi dorysowane markerem? - krzyknął Matt chichocząc zza łazienkowych drzwi.
- Wcale! - oburzyłem się.
- Jak to wcale? - wtrącił piroman. - Teraz przynajmniej trochę przypominasz faceta.
Chwyciłem mydło, odkręciłem kran i próbowałem zmyć tusz z twarzy. Nic to jednak nie dawało. W desperacji zacząłem trzeć jeszcze mocniej. Zadawałem sobie straszny ból, ale tusz nadal nie chciał zejść. Dodatkowo miałem czerwoną i poobcieraną buźkę. Ale muszę się tego pozbyć. Jak ja się Kate pokażę?!
Ostatecznie spędziłem w łazience kilkanaście minut, zmarnowałem morze wody i mydła a mydła. Efekt był jednak niewielki, tusz nadal było widać.
Nie, nie mogę się nikomu pokazać z tymi bohomazami na twarzy! Kate w szczególności!
- Coście mi zrobili?! - wyleciałem z łazienki wrzeszcząc na chłopaków.
Ich jednak nie było. Gdzieś sobie poszli. Zapewne są u dziewczyn. Ale ja tam nie pójdę z pomazaną twarzą.
Ponownie próbowałem ją wyczyścić, ale nadal nic z tego nie wyszło.
Ostatecznie wziąłem czarno-białą arafatkę Glaniarza, która leżała na jego łóżku i wygrzebałem ze swojej walizki okulary przeciwsłoneczne. Nie wiem, po co je brałem, ale jednak nie był to głupi pomysł, by zabrać je ze sobą.
Obwinąłem sobie pół twarzy arafatką, a na oczy założyłem okulary. Wyszedłem z naszego pokoju i zapukałem do pokoju dziewczyn. Drzwi otworzyła mi Kate. Była zaspana, mrużyła zmęczone powieki. Na mój widok stanęła jak wryta, otworzyła usta, wytrzeszczyła oczy. Nie mogła wydusić żadnego słowa. Cofnęła się lekko i rzuciła w tył. Nathan ją złapał. Wtedy też zaczęła szybko mrugać długimi rzęsami, po czym zmarszczyła brwi i podniosła się.
- Nie jesteś Charlie Scene – burknęła. - Uch! Czemu jak się nie wyśpię to widzę nieprawdziwe rzeczy. Ale co ja sobie myślałam? Hollywood Undead nie pojawią się w moich drzwiach!
- To jest akurat Kurt obwinięty moją chustką – fuknął Glaniarz, którego Metalowa szarpała za włosy ponownie robiąc mu warkocze.
- I ja się nabrałam! Ale i tak jest o wiele bardziej prawdopodobne, że ta szóstka zamaskowanych gości pojawi się u mnie w przeciwieństwie do Nathana Drake'a z „Uncharted”. Oni chociaż istnieją – marudziła Katie niepocieszona tym, że nie jestem Charliem, tylko Kurtem oraz tym, że bohater gry nie istnieje.
- Ale masz Nathana Arsonista – piroman objął ją.
O nie! O nie! Nie ma żadnego obejmowania!
Shiro warknął wtedy i tak samo jak ja był niezadowolony z tego, że ktoś inny kradnie mu dziewczynę życia.
- A ty mi oddawaj chustę! - Glaniarz stanął przy mnie i zerwał mi ją z twarzy.
Metalowa, Sam i Kate skierowały zdziwiony wzrok w moją stronę, po czym zaczęły rechotać.
Zrobiło mi się wtedy głupio jak nie wiem co. W akcie desperacji zarzuciłem sobie kołnierz koszulki na nos i wyszedłem z pokoju zawstydzony, czerwony, zły. W ogóle targrały mną emocje wszelkiego rodzaju.
Zamknąłem się w łazience i wziąłem się za czyszczenie buźki.
- Dziś będziemy wchodzić na pobliską górę – oznajmiła Pomidorówka. - Jakieś pytania?
Ręka Glaniarza znalazła się w górze. Nauczycielka udzieliła mu głosu.
- Jak wysoka jest ta góra? - zapytał.
- Niska – odparła. - Ponad 1000 metrów nad poziomem morza.
Matt opuścił dłoń zasmucony.
- To ponad kilometr włażenia pod górę – jęknął.
- Nie marudź – M trzepnęła go w ramię.
Kate na wieść o wchodzeniu na górski szczyt westchnęła ciężko. Najwidoczniej zabawy w Indianę Jonesa, o których to mówiła wczoraj, straciły swój urok po słowach Pomidorówy.
- Nie będzie tak źle – zwróciłem się do Katie.
- No wiem. Ale na samą myśl o tym, że wymaga to wysiłku fizycznego, a Fąfel jest z nami na wycieczce, jest mi niedobrze – skrzywiła się. - Zawsze jak mamy ćwiczyć to ten łysy i miły koleś zamienia się w łysego i wrednego kolesia.
- Nie będzie tak źle. To tylko wycieczka, więc nie powinien nas tak dręczyć – pocieszałem ją.
Wtedy ktoś mnie popchnął i poleciałem do przodu bezwładnie. Na szczęście nie upadłem. Gdy zdezorientowany odwróciłem się, widziałem, jak Nathan obejmuje Kate i się do mnie wrednie uśmiecha.
- Jak coś to ja mogę za ciebie wchodzić – rzucił do Kate przyciskając ją do siebie.
- A jak chcesz tego dokonać? - burknęła niezadowolona odsuwając się.
- Wezmę cię na ręce, o tak! - zawołał i chwycił dziewczynę za nogi i plecy. Ta prędko znalazła się w powietrzu i krzyczała z przerażenia chwytając piromana za szyję.
- Puść ją! - wrzasnąłem oburzony.
- Jak sobie życzysz – odparł. - Wtedy Kate wyląduje na podłodze.
- Nie, nie puszczaj! - wtrąciła dziewczyna wbijając paznokcie w barki Nathana.
Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale Pomidorówka wskoczyła między nas drąc się:
- CO WY WYRABIACIE?! UBIERAJCIE KURTKI I PAKUJCIE PLECAKI, A NIE SIĘ WYGŁUPIACIE!
- Wszyscy stanęli jak wryci. Nathan powoli wypuścił Katie z rąk i delikatnie postawił ją na ziemi. Ona mimo to nadal oplatała jego szyję rękoma i nie zabrała ich, aż nauczycielka nie odeszła.
- Wiesz co, chyba jednak będziesz wchodzić sama – zadeklarował piroman, który ze strachu nie zauważył, że moja miłość dobrowolnie go obejmowała.
Ale dlaczego?! Dlaczego Kate to zrobiła?! Chyba serce mi pękło, bo coś mnie boli w klatce piersiowej. Ale tego nie zrobiła tak z siebie, Nathan ją do tego zmusił. Tak, to wszystko ze strachu. W strachu ludzie robią dziwne rzeczy (wiem to nawet z własnych doświadczeń). Zatem nie ma powodu do obaw. Kate nie kocha Nathana, na pewno. To wszystko strach...
Cała nasza klasa przebyła kawałek drogi autobusem, a potem szła pieszo, aż do podnóża góry, której szczyt mieliśmy zdobyć.
- Wiesz Amelio, nie musimy wchodzić pieszo – tu jest wyciąg – Fąfel zwrócił się do Pomidorówki wskazując na tablicę informującej o środku transportu, przy drewnianej budce, będącej zarazem kasą.
- Oni mogą zniszczyć ten wyciąg. Bóg wie, co im strzeli do głowy, a oni miewają dziwne idee – odparła niepewna co do tego pomysłu nauczycielka.
- Ale to chyba lepsze, jak piesze wchodzenie. Szybko się zmęczą, będą marudzić, niszczyć florę... - wymieniał Fąfi.
To ostatnie wyjątkowo podziałało na naszą biolożkę.
- Może i masz rację. Pojedziemy wyciągiem – oświadczyła.
- A na dół zejdziemy normalnie – dodał nauczyciel.
- Ale jak coś to załatw bilet na dwie strony. Z tymi dzieciakami to różnie bywa – Pomidorówka sprzeczała się, po czym odwróciła się do nas. - Klaso! CISZA! Pojedziemy wyciągiem na szczyt! Trochę trasy przejdziemy, ale i tak droga będzie krótsza! Zrozumiano?!
- TAK! - ucieszyliśmy się, a Glaniarz szczególnie.
- I nie huśtać krzesełkami, nie niszczyć ich i nie robić rzeczy niedozwolonych! Inaczej pożegnacie się z wycieczkami!
Zabrzmiało to jak groźba i w sumie nią było. Z Pomidorówką nie ma żartów. Jak coś powie to też to zrobi.
- Siadasz ze mną! - Sam chwyciła mnie za ramię. - Tam są krzesełka dwuosobowe, a fajnie będzie, jak tak we dwoje usiądziemy i pojedziemy na górę. Będzie tak romantycznie...
- Ja chciałem siedzieć z Kate – powiedziałem.
- Ona będzie z Nathanem. A jak ci nie pasuje to najwyżej usiądziesz z moim kuzynem, a ja z Katie. Przykro mi będzie, bo jednak z tobą fajniej by było jakby lewitować w powietrzu, no ale jak sobie chcesz...
Przed oczami ukazał mi się obraz, jak zostaję zrzucony przez Nathana z tego wyciągu na skały. Nie chcę tak umrzeć!
- Nie da się inaczej? Nie mogę usiąść z Kate, a ty z Nathanem?
- Nie, bo on mi gra na nerwach, a ja nie chcę mieć zepsutej wycieczki.
Chciałem się z nią sprzeczać, ale spojrzała na mnie groźnie.
- No dobra, usiądę z tobą – uległem niechętnie.
- To chodź! - szarpnęła mnie uradowana i pociągnęła ze sobą.
Siedzieliśmy już na krzesełkach. Nie cierpię ich. One się tak chwieją i nie wiadomo, czy zaraz nie spadną. A jak spadną to jest koniec. Człowiek rozbryzga się na skałach jak pomidor i nic z niego nie zostanie. Okrutniejszej śmierci świat nie widział.
Przez te wszystkie obawy przysunąłem się do Sam jak najbliżej. Ją to bardzo ucieszyło.
- Kurt, powiedz mi, co ty takiego widzisz w Kate – rzuciła.
- Jest bardzo ładna, fajna, ma takie śliczne niebieskie oczy i wspaniały gust muzyczny... – wymieniałem rozmarzając się.
- Wspaniały gust muzyczny? - zdziwiła się. - Ponoć nie cierpisz tej muzyki, której ona słucha.
- A skąd wiesz?
- Mówiłeś mi to? Kiedyś skarżyłeś się, że straszna była ta piosenka, co ją Kate puściła, a tekst szczególnie.
- Oj tam, to zapewne był jeden raz.
Sam pokręciła głową.
- Jeszcze wielu jej ulubionych piosenek żeś nie słyszał.
Niestety, muzyka której słucha Kate mi się nie podoba. Nienawidzę elektronicznej i rapcore'u, a ona to akurat uwielbia. Ale jak ja mam się jej niby przypodobać? No cóż, dla miłości człowiek jest gotów zrobić niejedno.
- A lubisz mnie? - zapytała Smantha.
- Tak.
- Jak bardzo?
- No...
- A za co mnie najbardziej lubisz? - dopytywała.
- Eee... Za... Charakter?...
- A za co szczególnie?
- No... Jesteś bardzo miła...
- I..?
- I wesoła...
- I za co jeszcze?
- Eeeeeee...
- Czy to ma znaczyć, że jestem gorsza od Kate? - oburzyła się.
- Co? Co ty gadasz?! - zdziwiłem się.
- W niej podoba ci się wszystko, a we mnie prawie nic! - podniosła głos.
- Nie! Nie! Źle zrozumiałaś! - starałem się bronić.
- Zrozumiałam dobrze – wrzasnęła. - Myślałam, że jesteś inny – wydusiła, a po policzkach zaczęły jej płynąć łzy.
Wtedy się wystraszyłem.
- Sam, nie płacz – próbowałem ją uspokoić.
Bezskutecznie, bo płakała coraz mocniej i głośniej.
- Nie chciałem. Przepraszam – powiedziałem czule.
Nadal bez skutku.
- Sam?! - krzyknął Nathan wychylając się zza oparcia krzesełka przed nami. Spojrzał na mnie ze wściekłością. - Coś narobił?! - wzrasnął.
- Nic! - uniosłem ręce.
- Jak to nic? To czemu moja kuzynka teraz płacze? Coś musiałeś nawywijać!
- Ale niczego nie zrobiłem!
- Ja ci zaraz pokażę „niczego nie zrobiłem”! Ja ci pokażę! - piroman wrzeszczał na mnie skacząc po krzesełku, podczas gdy Sam szlochała.
- Uspokój się! - Kate szarpnęła tego wariata za kurtkę.
- Nie ma mowy! Nikt mi nie będzie mojej kuzynki krzywdził! Ten leszcz zaraz oberwie za to! - fuknął Nath.
- SIEDŹ, DO CHOLERY, SPOKOJNIE, DEBILU JEDEN! - Katie wydarła się na Nathana prawie jak Pomidorówka, a nawet potworniej. On wtedy uspokoił się trochę, mimo to nadal gniewnie na mnie spoglądał.
- Sam, nie płacz – Kate zwróciła się do dziewczyny spokojnie.
Sam pociągnęła nosem, otarła łzy i spojrzała na przyjaciółkę.
- Niby dlaczego? - jęknęła.
- Błagam, nie na feriach, na których ma być wesoło – kontynuowała Kate. - Nie wiem co się stało...
- Tamten kretyn coś jej zrobił – burknął Nathan.
- Ty cicho siedź, idioto! Przez ciebie prawie nie wyleciałam na skały! - trzepnęła go w głowę i ponownie zwróciła wzrok w stronę Samanthy. - Potem mi powiesz, dobrze? - dokończyła.
Sam przytaknęła głową i spojrzała na lasy i góry malujące się w dali.
Za to ja mam przerąbane.
Gdyby nie Pomidorówka, zapewne skończyłbym jako trup. Gdy opuściliśmy wyciąg Nathan natychmiast rzucił się na mnie wytykając mi zajście z Sam i szarpiąc mną jak szmacianą kukłą. Wtedy nauczycielka wbiegła między nas, nawrzeszczała na nas, pogroziła naganami i obniżonym zachowaniem, ale i tak najważniejsze było to, że tamten wariat mnie nie zabił. Kate wtedy odeszła z Sam na bok i zapewne dyskutowała z nią o mnie i o rozpaczy, w jaką popadła dziewczyna. Odniosłem wrażenie, że dziś od samego rana cały świat jest przeciwko mnie, a tamta trójka szczególnie. Kate niekoniecznie, ale jednak nie odzywała się do mnie wcale. Chociaż nie, Kate też. Obraziła się na mnie za to, że wzięła mnie za jakiegoś Charliego, a ja nim nie byłem. No nic. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak odejść w inne towarzystwo i pokazać im, że nie są mi porzebni.
- Cześć. Mogę się z wami szwendać? - podszedłem do Metalowej i Glaniarza.
Metalówka popatrzyła na mnie zaskoczona.
- Niby czemu? Ponoć nie przepadasz za moim towarzystwem – wycedziła.
- Jak mam być szczery, to czasami jesteś trochę wredna, ale cię lubię – rzuciłem.
Odchyliła się w tył.
„Zaraz mnie zabije” - pomyślałem.
- Czyli nie jestem twoim zdaniem milutką i potulną istotką? - zapytała groźnie.
- Nie – wykrztusiłem przestraszony. Serce mi podskoczyło do gardła.
M zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem, po czym uśmiechnęła się.
- Tak ma być – powiedziała zadowolona.
- To znaczy, że mogę z wami spędzić trochę czasu? - upewniłem się.
- W sumie to tak.
Ucieszyło mnie to. Nie myślałem, że mi się uda. Nie wiem jakim cudem niebieskowłosa nie urwała mi głowy za nazwanie jej wredną, ale najważniejsze, że jestem cały i mam z kim łazić po tej górze.
- Tak z czystej ciekawości zapytam – rzucił Glaniarz, gdy szliśmy pieszo na sam szczyt, bo wyciągiem podjechaliśmy tylko do jego podnóży (nie mam pojęcia, jak to opisać). - O co tam wam poszło, że Nathan cię omal nie zamordował?
- Nic takiego. Drobne nieporozumienie – odparłem.
- Drobne nieporozumienia zazwyczaj źle się kończą – westchnął.
- W sumie to wyszło to tylko na dobre. Przynajmniej przestałeś stosować te dziwne zdrobnienia w zwracaniu się do mnie. Inne dziewczyny nie mają tego szczęścia, no ale jak sobie radzić nie potrafią, to niech się potem nie dziwią, że kończą jako „kotki” i „cukierki” – dodała Metalowa.
- Coś w tym złego? - zdziwił się.
- To, że ja powinnam budzić grozę, a nie kończyć nazwana jakoś słodko!
Na to Matt zaśmiał się, co nie spodobało się dziewczynie.
Ja wtedy z czystej ciekawości zacząłem szukać wzrokiem Sam, Kate i Natha. Ale w tłumie ciężko było ich znaleźć. Dopiero dziewczęcy okrzyk niezadowolenia i złości wskazał miejsce, w którym to cała ta trójka się wygłupiała.
- Chodź – zadeklarowała Metalowa.
- Gdzie? - zdziwiłem się.
- No do nich – wskazała subtelnym ruchem głowy na moich „przyjaciół”. - Mamy tu sterczeć jak jakieś odludki? - burknęła.
Uznałem, że nie będę się z nią kłócić, bo to może się źle skończyć. Zamiast tego uległem i postąpiłem tak, jak M chciała.
Na mój widok Nathan najeżył się, Sam dała wyraźne świadectwo swojego focha znaczącym zwrotem w tył, a Kate oparła się o większą skałę ocierając swoje boki.
- Dźgnij mnie jeszcze raz, a ci pourywam nogi! - syknęła do Nathana, który spoglądał na mnie groźnie.
- Nie przesadzaj, nie dźgnąłem cię aż tak mocno, abyś ty teraz konała na tym kamieniu – odparł piroman.
- Akurat ona nie przesadza – wtrąciłem się do ich rozmowy.
Kate zgodziła się ze mną skinieniem głowy i chrząknięciem.
Nathan stanął zdezorientowany i nie do końca wiedział, co ma powiedzieć i zrobić. Poczułem się usatysfakcjonowany, bo teraz Kate jest po mojej stronie, a on zgłupiał i to wyraźnie widać.
Wtem zerknął na mnie, uśmiechnął się i objął Kate, która w tym momencie zesztywniała.
- Przepraszam, nie chciałem – zwrócił się do niej ckliwie.
Katie wytrzeszczyła oczy.
- Naprawdę? - spytała z lekkim niedowierzaniem.
- Tak – przytaknął gładząc dziewczynę po ramieniu. - Nie wiem, jak mogłem zrobić coś takiego mojej delikatnej stokrotce.
Chciałem go wtedy zatłuc! Jak on śmie przystawiać się do mojej Kate?!
Za to moja miłość rozluźniła się i westchnęła nakrywając policzki rzęsami. Nathan przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej, ona zawiesiła swoje ręce na nim.
NIEEEEEEEEEE! TYLKO NIE TO!
Ona go objęła, z własnej woli! Ona naprawdę to zrobiła! DLACZEGO?!
Zbliżali się do siebie coraz bardziej. Słodycz tej sceny przyprawiała mnie o odruchy wymiotne. To ja powinienem być na miejscu Nathana! JA!
- To trzeba było tak nie robić – Kate rzuciła ze spokojem, po czym kopnęła tego kretyna w kostkę.
Jest nadzieja!
- Ej, dziewczynki! - Metalowa wbiegła między tą dwójkę. - Co prawda lubię widok masakry i rzezi, ale nie mam w chwili obecnej ochoty patrzeć na to, jak wy tu się na przemian kleicie do siebie i próbujecie w okrutny sposób zamordować!
- Ja się wcale do nikogo nie kle...!
- Kate, nie gadaj! - uciszyła ją dziewczyna, po czym trzepnęła Nathana, który też chciał się odezwać.
Wyjdzie na to, że Metalowa wywoła bójkę, której chciała zapobiec.
Wtedy też zainterweniowała Sam. Nafukała ma wszystkich po kolei i odciągnęła na bok Nathana, który w tej samej chwili syczał na niebieskowłosą.
- Czy na feriach nie możecie być spokojni? - rzuciła ze złością Samantha. - Już wystarczy, że w naszym miasteczku robicie niewyobrażalne zamieszanie, bo ja w te góry pojechałam, aby odpocząć. Ale nie mogę odpocząć, bo moi znajomi, jak się nie bawią moimi uczuciami, to się drą jak dzikusy!
- Przepraszam, ale ja nie odpocznę, jeśli on będzie mnie dźgał w boki! – oburzyła się Katie.
- To się trzymaj od niego z daleka! Czy to takie trudne, czy na serio nawet kilka minut bez twojego kochasia to taki wielki problem?!
- Że co powiedziałaś?! Swatasz mnie z nim?!
- Tak, wszyscy wiedzą, że czujecie do siebie miętę!
- Uważaj, bo zaraz ty będziesz mieć miętę z twarzy! - krawaciara podskakiwała ze złości.
- USPOKÓJCIE SIĘ! - wrzasnąłem najgłośniej jak potrafiłem.
Każde z nich popatrzyło z przerażeniem w moją stronę. Ponownie poczułem się niewyobrażalnie dumny z siebie. Tak, boją się mnie. Zadarłem nos do góry i uśmiechnąłem się szeroko.
- Kurt... - szepnęła Katie wskazując palcem gdzieś w stronę przestrzeni, którą miałem za plecami.
Wtedy wiedziałem, że jest coś nie teges. Uczucie dumy zostało wyparte przez strach. Teraz na pewno stoi za mną rozwścieczona Pomidorówka, której krzyk za kilka sekund przyprawi mnie o zawał.
Obróciłem się powoli, a tam... Nie było niczego?
- No naprawdę, to takie zabawne – powiedziałem z niezadowoleniem do całej bandy, po czym poszedłem gdzie indziej. Dobiegły mnie tylko ich chichoty.
- Kto ci to przykleił do pleców? - zapytała prawie dziecięcym głosem Emma, gdy chodziłem niezadowolony między ludźmi z klasy.
- Ale co? - zdziwiłem się.
Dziewczyna skierowała dłoń w stronę moich pleców i odkleiła od nich karteczkę z napisem „Idiota w okazyjnej cenie 1 grosza!”.
- To – wyjaśniła.
Ogarnął mnie wtedy potworny gniew. Ci idioci zrobili to specjalnie! Specjalnie nabrali mnie, że za mną stoi coś strasznego, aby przykleić mi tą kartkę do pleców! Co za gnidy!
- Zabiję ich! - krzyknąłem.
- Nie – przytrzymała mnie Emma. - Śmierć to zazwyczaj najlepsze wyjście, ale po co chcesz zabijać prawdopodobne jedynych przyjaciół? Ja chcę umrzeć, bo nie mam niczego, tylko papierosy.
Otworzyłem usta ze zdumienia.
- Ale to była metafora...
- Czyli nie mówiłeś na serio? - zdziwiła się.
- Zgadza się – odparłem.
Emma wzięła głęboki wdech i wypuściła z ust śmierdzące dymem papierosowym powietrze.
Matko, aż do takiego stopnia się zaczadziła tymi fajkami?
- Idę skoczyć z tego szczytu. W końcu ulżę światu, nie będzie musiał znosić takiej kretynki jak ja – wyjąkała i zaczęła płakać.
- O czym ty mówisz? Nie zabijaj się, proszę! - starałem się ją powstrzymać, bo ona bierze metafory na serio i zapewne też na serio gada!
- Dlaczego? Wolisz, by świat cierpiał przeze mnie?
- Na świecie żyje jakieś siedem miliardów ludzi. Jedna na taką liczbę nie możesz przyprawiać świata o cierpienia.
- Ale i mu nie pomogę. Jestem bezużyteczna – jęknęła. - Mogę się tylko zabić.
- Ja też, ale chcę żyć. Dzisiaj cały świat się ode mnie odwrócił, ale nie chcę z tego powodu odebrać sobie życia. Nie wiem, co będzie jutro. Może być lepiej.
Emma zamyśliła się.
- W tym tygodniu wypaliłam o wiele mniej papierosów niż w zeszłym. Od jakiegoś miesiąca palę coraz mniej. Przynajmniej próbuję. Może nawet to rzucę? - wyszeptała.
- No widzisz! Jest nadzieja na to, że będzie lepiej. To dlaczego masz przestać dążyć do tego, czego chcesz, a akurat bardzo dobrze ci to wychodzi?
Spojrzała na mnie z nadzieją.
- Dziękuję – objęła mnie.
Co prawda fetor fajek mnie odtrącał okrutnie, mimo to nie wyrywałem się Emmie. Chyba pierwszy raz w życiu była szczęśliwa. Niech się tym nacieszy, choćbym i się w tym smrodzie tytoniu miał udusić.
Poza tym tak sobie wtedy pomyślałem: może postaram się pogodzić z przyjaciółmi? Emma powiedziała, że tylko ich mam, więc po co mam ich stracić?
- Kurt – zwróciła się do mnie Pesymistka.
- Tak?
- Ty w ogóle myjesz twarz? Bo masz na niej jakieś czarne ślady...
Miłość to najpowszechniejsza choroba oczu.
Ten tekst zainspirował mnie do tego:" Wstaje rano sobie taki Kurt,idzie do łazienki umyć twarz,jakoś dziwnie wyższy się zrobił, myje ją, patrzy w lustro a tam facet!Dłuższe włosy,większe mięśnie(nie za bardzo) i wzrost, ale wiek ten sam."
...
Co mi ten mózg robi...
._.