DZIENNIK
z wyjazdu na ferie
część pierwsza
WPIS KATE
- Ja nie mogę, ale ty masz gigantyczną walizkę – Sam z niedowierzaniem wytrzeszczała oczy.
- Zabrałaś do niej cały dom? - zapytał Nathan.
- Nie, tylko trochę ciuchów, gier na PSP, pamiętnik... - odparłam.
- O, będziemy czytać? - ucieszył się piroman.
- Pewnie, że nie. Zachciało się czytania moich pamiętników... – burknęłam.
- A o czym tam piszesz? - dopytywał.
- Pewnie o grach – Sam przewróciła oczami.
- A może o mnie? - uśmiechnął się.
- O tym jakim jesteś palantem – odwzajemniłam jego uśmiech.
- Przekonamy się jeszcze. Przeczytam ten twój pamiętnik – przekomarzał się.
- W swoich snach.
- Moje sny tyczą się nieco innych rzeczy niż twoje pamiętniki.
- Wolę nie wiedzieć jakich.
- I masz rację.
- Zbierajcie się, zaraz jedziemy! – Pomidorówka krzyczała klaszcząc w dłonie.
- Wskakujcie do autobusu – poganiał nas Fąfel.
- Zaraz do was dołączę – powiedziałam do przyjaciół, gdy ci odchodzili.
- Tylko szybko. Zaklepiemy ci miejsce jak coś – odparła Sam.
Pochyliłam się nad swoją wielką czerwoną walizką.
- Jak dam ci sygnał przez krótkofalówkę to wyskoczysz z walizki, okej?
Z mojego balastu dobiegło ciche i rozumnie szczeknięcie.
- Dobry pies. Tylko bądź cierpliwy. Jak włożę walizkę do bagażnika autobusu to ją rozepnę z lekka, abyś mógł potem wyjść. A kiedy ci każę masz natychmiast do niej wskoczyć. Nikt się nie może dowiedzieć, że zabrałam cię ze sobą.
- Hau!
- Ciiii... - przyłożyłam palec do ust.
- Attacher! Chodź wreszcie! - wrzasnęła Pomidorówka.
- Już idę, proszę pani!
Złapałam uchwyt walizki i pociągnęłam ją za sobą. Ostrożnie włożyłam ją do bagażnika, otworzyłam lekko i pchnęłam najdalej jak się da.
- Przestań się wygłupiać i chodź, bo nigdzie nie pojedziesz – Pomidorówka stała nade mną z założonymi rękoma.
Upewniłam się szybko, czy mam ze sobą drugą krótkofalówkę, komórkę i coś do jedzenia oraz picia, po czym wskoczyłam do autobusu. Zajęłam miejsce koło Sam, przed nami siedział Nathan z Kurtem, a za nami Metalowa i Glaniarz.
- Zapowiada się ciężka podróż – westchnęła Sam.
W autobusie panował niewyobrażalny gwar. Cała nasza klasa jedzie w góry na ferie. Każdy z każdym rozmawia, niektórzy się kłócą, jeszcze inni wygłupiają, przez co chaos jest ogromny. Pomidorówkę to irytowało i od czasu do czasu przeszywał nas jej demoniczny krzyk.
Sam postanowiła się zdrzemnąć, więc ja uznałam, że nie będę jej przeszkadzać i zamiast tego pogram sobie na PSP. Wzięłam plecak, który zabrałam razem z walizką i szukałam w nim mojej konsoli. Jednak między dwoma butelkami z wodą, masą kanapek z szynką, kupą UMD, słuchawkami, notesem i jakimiś karteczkami nie było mojego skarbu.
Wtedy przypomniało mi się, że zostawiłam PSP na biurku. Grałam wczoraj w nocy i głupia, zamiast od razu włożyć je do plecaka, położyłam je w „widocznym miejscu” na biurku i obiecałam sobie zabrać je rano. Jednak poranna szamotanina nie robi dobrze na pamięć, przez co już nieraz poszłam niespakowana do szkoły, bo przekładałam pakowanie się na rano, a dziś zapomniałam o przenośnej konsolce. Umrę na tej wycieczce.
- Zapomniałam PSP – wydusiłam bez emocji.
Ale Sam mnie nie usłyszała – zasnęła.
W desperacji zwróciłam się do Nathana i Kurta z pytaniem:
- Macie jakąś przenośną konsolę?
Obaj pokręcili stanowczo głowami, po czym wrócili do swojej szarpaniny.
Obróciłam się do tyłu.
- Metalowa, Glaniarz, macie coś na kształt PSP? - zapytałam.
M była przejęta zaplataniem warkoczyków Glaniarzowi, a on, o dziwo, pozwalał jej na to.
- Przykro mi, ale nie – odparł Matt.
Zrezygnowana opadłam na swój fotel.
- Umrę... - jęknęłam.
- Ej, żyj chociaż dla mnie – Nathan wychylił się zza oparcia swojego fotela.
- Tym lepiej, jeśli umrę – wycedziłam.
- Oj tam, zagwarantuję ci taką rozrywkę, że zapomnisz o PSP – machnął ręką.
- Nie słuchaj tego idioty – wtrącił Kurt. - Zachowuje się jak dzikie zwierzę.
Zwierzę! Shiro!
Chwyciłam krótkofalówkę i zawołałam do niej:
- Shiro!
- Co ty wyprawiasz? - zdziwił się piroman.
- Gadam z psem – odparłam.
- Twoim psem? - dopytywał.
- Nie, cholera, z pudlem Pomidorówki – syknęłam.
- Pomidorówka ma pudla?! - spytał zaskoczony Kurt.
- Tak, na głowie – odpowiedział mu zgryźliwie Nathan.
Kiedy oni się kłócili wróciłam do mojego psa.
- Zobaczysz go za tydzień – to przecież nie tak długo – powiedział Nath.
- Zobaczę go jeszcze dzisiaj. Ty też – odpowiedziałam.
- Ale jak to?
- Zabrałam Shira ze sobą.
- ŻE JAK?! - wytrzeszczył oczy.
- Przetransportowałam go w walizce i jest w bagażniku autobusu.
- I żyje?
- Pewnie.
- A co na to rodzice?
- Myślą, że Shiro hasa sobie w sadzie u babci.
- A co z Fąflem i Pomidorówką? Ludźmi z ośrodka, w którym będziemy nocować? Resztą klasy?
- Mam plan, by się nie dowiedzieli niczego.
- Sprytnie...
- A jak – uśmiechnęłam się.
- Właśnie, Kate jest genialna i sprytna, więc co robi w towarzystwie takiego idioty? - wtrącił Kurt.
- Właśnie – przytaknął Nathan. - To co ty jeszcze tutaj robisz? - zwrócił się do Kurta. - Taka geniuszka nie powinna być w towarzystwie takiego idioty!
- Ty też nie jesteś zbyt mądry – powiedziałam do Nathana, złapałam go za szyję i zbliżyłam do niego twarz. On się ucieszył z tego, zmrużył oczy i zbliżył swoje usta do moich.
- Masz moje ulubione żelki, wiem to – rzuciłam, gdy piroman miał mnie pocałować.
Niepocieszony oddalił się i zaczął grzebać w swoim plecaku. Wyjął z niego paczkę z moimi ukochanymi słodyczami.
- Daj! - wyciągnęłam ręce w ich stronę. On jednak schował żelki za sobą i nadstawił policzek.
- Coś z coś – rzucił z zamkniętymi oczyma.
- No dobra – odparłam, wykonałam zamach i z liścia uderzyłam go w policzek. On jęknął z bólu i upuścił paczkę z żelkami na podłogę autobusu.
- Moje! - krzyknęłam z triumfem i zabrałam słodycze, gdy piroman ubolewał nad swoją krzywdą.
Połowę drogi do ośrodka mieliśmy za sobą, ale połowa nadal przed nami. Kombinowałam, co zrobić, by dostać się do bagażnika i dać Shiro coś do jedzenia – biedak pewnie bardzo zgłodniał. Muszę jakoś zatrzymać autobus na dłuższą chwilkę. Pomysł z potrzebami fizjologicznymi odpada, bo w pojeździe jest WC. Zresztą to przestarzały i oklepany numer. Muszę wymyślić coś innego...
W tej samej chwili Sam zajadała się kanapkami z serem topionym, a całość popijała sokiem marchewkowym – jednym słowem: FU!
- Dasz mi trochę tego soku? - zapytałam po chwili.
Dziewczyna popatrzyła na buteleczkę, lekko się zawahała, po czym wyciągnęła do mnie rękę i dała mi sok.
- Dzięki – odparłam i zrzuciłam krawat.
- Co ty wyrabiasz – zdziwiła się.
- Muszę coś załatwić – odpowiedziałam i wylałam na koszulkę zawartość butelki.
Sam otworzyła usta ze zdumienia.
Ja nic już nie mówiłam, tylko wstałam i poszłam do przodu autobusu, gdzie Fąfel i Pomidorówka dyskutowali na temat ocen na półrocze.
- Muszę się przebrać – jęknęłam stojąc przed nimi z rozłożonymi rękoma.
Autobus stanął. Pędem wyleciałam z niego i popędziłam do bagażnika. Shiro siedział w nim grzecznie i niemiłosiernie ucieszył się na mój widok.
- Jeszcze godzinka czy dwie, a będziemy na miejscu. Łap kanapki, a ja się przebiorę – powiedziałam i dałam psu jedzenie. Natychmiast się na nie rzucił i połknął wszystko z apetytem.
Kiedy on oblizywał pysk ja zmieniłam ciuchy. Rzuciłam biały t-shirt z wielką pomarańczową plamą i ubrałam czerwoną męską koszulkę podebraną tacie, z napisem „100% MAN”. Uznałam, że do kompletu zwiążę włosy i zarzucę czerwoną bejsbolówkę. Obróciłam daszek do tyłu, założyłam bluzę i wróciłam do autobusu.
Pomidorówka na mój widok westchnęła ciężko i pokręciła głową. Nie zwróciłam na to jednak uwagi i skierowałam się w stronę swojego miejsca.
- Jasna cholera, teraz wezmą mnie za homo, bo ty znowu ubrałaś się jak chłopak – fuknął Nathan.
- Masz coś do mojego stroju? - warknęłam na niego.
- Tak, bo nie dość, że ty skończysz jako gej, to jeszcze ja. I tak przez ciebie sam zaczynam wątpić w to, że jesteśmy parą hetero.
- ŻE JAK?!
- Przez te twoje stroje ludzie biorą cię za chłopaka, a nie dziew...
- To wiem, kretynie! Ale że jak wcześniej powiedziałeś. Że sam zaczynasz wątpić...
- … w to, że jesteśmy parą hetero – dokończył.
- Nie jesteśmy! - oburzyłam się.
- Czyli jesteśmy parą homoseksualną – przeraził się.
- Nie!
- Aha, okej. To jesteśmy parą homo.
- Ale jak to parą?! Od kiedy?!
- Od tygodnia, skarbie – uśmiechnął się.
- Jak to od tygodnia? O czym ty bredzisz?
- Nic nie bredzę, ale mówię jak jest.
- Ale dlaczego jesteśmy parą? Jak? Od kiedy?!
- Powiedziałem, że tydzień temu nią zostaliśmy. Po plastyce.
- Plastyce?
- Tak tak. Po tej naszej lekcji, na której próbowaliśmy rysować martwą naturę ołówkami. Chyba nawciągałaś się grafitu, bo miałaś jakieś dziwnie czerwone oczy, ale mogłaś się nie wyspać. Zresztą to mało istotny szczegół. Zapytałem po plastyce: „Podobał ci się lekcja”. Powiedziałaś: „Tak”. Potem ponownie zapytałem: „A którym ołówkiem się najlepiej rysowało?”. Też powiedziałaś: „Tak”. Za trzecim razem moje pytanie brzmiało: „Będziesz ze mną chodzić?”, a ty bez wahania odparłaś „Tak”. I tak do tego doszło – wyjaśnił z uśmiechem.
- Byłam wtedy naćpana.
- Skąd miałem wiedzieć. Mogłaś mieć czerwone oczka od niewyspania.
- Rysowaliśmy ołówkami. Jak ja się nawciągam grafitu to jestem jak po prochach. I gadam brednie.
- Jesteśmy parą i już. Zgodziłaś się.
- Wcale.
- Tak tak.
- Nie!
- Jesteśmy.
- To zrywam z tobą!
- Ha!
- Co się cieszysz?
- Potwierdzasz że byliśmy razem, bo ze mną zrywasz.
- Nie!
- Czyli nadal jesteśmy razem? - droczył się z coraz większym uśmiechem.
- Wcale a wcale! Nie jesteśmy razem!
- Czyli jesteś moją byłą dziewczyną?
- Nie!
- A, czyli dziewczyną.
Otworzyłam usta, jednak je zamknęłam. Uznałam, że ten dialog nie ma najmniejszego sensu, a jego dalsze prowadzenie tylko pogorszy sprawę. Czego teraz nie powiem to i tak wyjdzie, że Nath to mój chłopak lub były chłopak.
Jasna cholera! Głupi grafit, głupia plastyka! Na przyszłość trzeba dać znać nauczycielce, byśmy malowali farbami.
Jedziemy na wycieczkę,
Bierzemy Shira w teczkę.
A Shiro jak to Shiro...
...pogryzł mi trampki.
Niezły wierszyk na końcu XD
- Przekonamy się jeszcze. Przeczytam ten twój pamiętnik – przekomarzał się.
- W swoich snach.
- Moje sny tyczą się nieco innych rzeczy niż twoje pamiętniki.
- Wolę nie wiedzieć jakich.
- I masz rację.
TROSZKĘ według mnie dwuznacznie ....Jestem zboczona ;-;
wczoraj zostałam okrzyknięta najbardziej zboczoną dziewczyną ze szkoły z mojego rocznika